piątek, 23 marca 2012

7. Znów nie mogę spać.

Za dwa dni wigilia, Gerard wyjechał do Francji parę dni temu, do rodziny. Miał pisać, dzwonić – nie pisał, ani nie dzwonił. Alexander tłumaczył sobie to na miliard sposobów, że nie ma dostępu do telefonu ani Internetu, że świąteczne przygotowania ogarnęły go całkowicie i nie ma jak. Ale na pewno myśli o nim. Jego, Alice i Ingrid święta zaczęły po prostu przytłaczać. Świąteczne wystawy w witrynach sklepów, przesadnię udekorowane miasto i „last christmas” puszczane na okrągło na wszystkich stacjach radiowych.
Co robimy? – zapytała Alice siedzących przy stole Alexa i Ingrid. Zapaliła papierosa i wzięła łyk czerwonego wina nalanego do lekko nadtłuczonego kieliszka.
- Tradycyjną polską kolację? Mam gdzieś dwie książki z przepisami kuchni polskiej, dostałem kiedyś –zasugerował Alexander, jego kieliszek nie był nadtłuczony ale już pusty.
- A może bądźmy ekstrawagancki i zróbmy coś nowego, wybijmy się z tej monotonii! – rzuciła Ingrid.
- Kebaby? – zaśmiał się Alexander.
- Nie, nie kebaby. Może… Kurwa, nikt z nas nie wierzy a chcemy robić jakąś durną wigilię… - burknęła Alice i zaciągał się papierosem, kosmyki włosów opadły jej na czoło.
- W sumie racja… Ale fajnie jest się porządnie najeść raz na jakiś czas – rozmarzył się Alexander.
- Proponuje wina, makarony i dobrą muzykę – rzuciła Ingrid, dolała wszystkim wino do kieliszka.
W ciągu tej nocy wypili trzy butelki wina, siedzieli do czwartej rano i rozmawiali. Wybór menu na ten ‘wspaniały’ dzień był drobnostką w porównaniu z kolejnymi tematami, starali się zdefiniować najważniejsze i najtrudniejsze pojęcia, które są wszystkim bliskie: przyjaźń, miłość, rodzina, szczęście i wiele, wiele więcej.
Następnego ranka Alice obudziła się w pustym mieszkaniu, na drzwiach lodówki przypięta była małą, żółta karteczka: „ Kochana Alice, wybraliśmy się na małe zakupy! Alexander i Ingrid”. Rozsiadła się na sofie, nogi wyłożyła na oparcie. Wpatrywała się w sufit i rozmyślała. Zastanawiała się co będzie jak przyjedzie jej matka, czy będą się kłócić. Spostrzegła, że wszyscy są dookoła są lekko przygnębieni – magia świąt? Czekała aż Amsterdam rozkwitnie. Za parę miesięcy przyjeżdża jej ciotka, musza oddać mieszkanie… Zakochali się z Alexem w tym mieście, może później… Moskwa?
Alice natychmiast otrzeźwiała. Nie lubiła myśleć o swojej przyszłości.
- Carpe diem. - mruknęła do siebie i włączyła computer.
Postanowiła poszukać ciekawego lokalu, gdzie mogłaby tanio jeść po pracy. Chwilę potem do mieszkania weszli, śmiejąc się w głos, Alex i Ingrid z siatkami pełnymi zakupów. Położyli je na stole, Ingrid opowiadała z entuzjazmem chłopakowi o ukochanym swoim profesorze od rysunku. Alexander spojrzał nagle ze zdziwieniem na zegarek a potem na Ingrid.
- Alice! – krzyknął radośnie chłopak, susząc zęby na myśl o reakcji przyjaciółki. - Nie chce nic mówić, ale zdaje się, że za 15 minut masz być u Mrs. Brown…
Alice wypluła powrotem do kubka kawę, którą miała w ustach i zerwała się na równe nogi.
- Fuck fuck fuck – syczała, rzucając się do szafy po zimową kurtkę. Następnie niemalże przefrunęła po torbę do pokoju. Przyjaciele patrzyli zafascynowani na Alice – normalnie osoba, która jest opanowana w każdej sytuacji, dostaje zadyszki od gwałtownego nabierania powietrza przy wychodzeniu do pracy.
- Fuck fuck fuck... – powtarzała, zakładając czarne Conversy. - Spóźnię SIĘ !
- Jedź rowerem. - zaproponowała jej Ingrid, świetnie się bawiąc.
- FUUUUUUCK! - wrzasnęła raz jeszcze Al, trzaskając drzwiami. Nagle zaległa cisza, słychać było tylko dudnienie butów dziewczyny po schodach.
- ...Ale nie wiem, czy to dobry pomysł jechać w trampkach przy minus dziesięciu stopniach. – powiedziała Ingrid, zabrawszy się do układania grejpfrutów w koszyczku na stole.

Alice dokładnie minutę po dziesiątej nacisnęła przycisk dzwonka.
Ku jej zdziwieniu, drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Przed Alice stanął wysoki blondyn w garniturze. Na widok Alice znieruchomiał.
- Ooo... Miałem właśnie zadzwonić... – zaczął, czerwieniąc się.
Alice zdziwiła obecność wnuka pani Brown; w jej głowie zaroiło się nagle od czarnych myśli. Co też mogło przydarzyć się staruszce?
- Pan musi być wnukiem... – Al Zaczęła przyglądać się mężczyźnie.
Liam uśmiechnął się i gestem zaprosił ją do środka.
- Tak... Liam Brown... - potwierdził pomagając ściągnąć jej płaszcz. Miał duże, szczupłe, zręczne dłonie o giętkich palcach. Alice od razu zwróciła na nie uwagę.
- Moja babcia...
Dziewczyna wstrzymała oddech.
-… zażyczyła sobie aby natychmiast wyjechać do Anglii. Ja pilnuję jej domu.
Uśmiechnął się zachęcająco. W jego policzkach pojawiły się leciutkie wgłębienia, a oczy obrosły w maleńkie zmarszczki. Alice nie mogła oderwać wzroku od jego błękitnych tęczówek. „Co ja robie? Zapytała samą siebie. Włażę do domu pod nieobecność mojej pracodawczyni i zachwycam się oczami jej wnuka, na dodatek czuję, że szybko stąd nie wyjdę.” Nagle uśmiechnęła się promiennie i zaczęła śmiać, widząc napięcie na twarzy Liama. Mężczyzna również się roześmiał, obydwoje jakimś trafem pomyśleli o tym samym. Lądując na kanapie Liam zapytał:
- Pije pani Whisky, pani Reyes ? – Dziewczyna lekko zmarszczyła brwi, zdaje się że Liazm został uprzedzony, że tutaj przyjdzie.
- Alice. - podała mu rękę. - Tak będzie lepiej.
Nie minęła godzina,gdy oboje radośnie gawędzili. Butelka już opróżniała. W pewnym momencie Alice zapytała Liama :
- I co ? Będziesz tak sam siedział w święta?
Mężczyzna w moment posmutniał. Zdał sobie sprawę,że w wigilię będzie samotnie oglądał Titanica albo grał w Xboxa, bo raczej nie miał z kim spędzić świąt. Jego przyjaciele mają tradycję wyjeżdżania do luksusowych hoteli,tak samo jak rodzice. Babcia nawet nie pomyślała o nim. Schylił głowę wpatrując się w swoje buty. Alice wyczuła,że trafiła e jego czuły punkt.
- Przepraszam...-szepnęła, delikatnie obejmując go w pasie, naprawdę wzbudził jej sympatię. Nagle do głowy przyszedł jej genialny pomysł.- Liam! Chodź na wigilię do nas!

1 komentarz: