czwartek, 28 czerwca 2012

12. Zacznijmy od początku.


Alice pośpiesznie weszła do klubu,tego samego, który odwiedzili kiedyś z Alexem, aby nikt nie zwrócił na nią uwagi. Dziś nie miała ochoty na żadne przypadkowe znajomości, umówiła się w konkretnym miejscu i czasie. Dziewczyna już tam siedziała. Ku zdziwieniu Alice razem z nią siedziały trzy inne osoby – nieogolony chłopak w kolorowej, pasiastej bluzie z wysoko postawionymi włosami i dużymi, czarnymi okularami i dwie brunetki, jedna siedziała przytulona do chłopaka, a druga nerwowo bawiła się rurką od drinka. Alice stanęła prosto przed ich stolikiem i pomachała na przywitanie.
- Ty musisz być Susan – podała rękę dziewczynie, była chłodna, ale przyjemna w dotyku Susan się uśmiechnęła i pokiwała głową. Tak jak Alice była blondynką,lecz dużo niższą od mierzącej 170 Al. Ubrana w granatową koszulę i szare rurki idealnie pasujące do jej szczupłych nóg nerwowo poprawiała nie dające się ułożyć włosy. Alice w myślach stwierdziła,że jest zdecydowanie ładna, co w jej przekonaniu było dziwne jak na lesbijkę. Nie, nie, nie kierowała się się stereotypami, ale żadna poprzednio lesbijka nie była tak ładna jak tak Susam mogłaby mieć każdego faceta, którego by tylko zapragnęła. Al usiadła niepewnie na kanapie obok brunetki, która przedstawiła się jako Anna. Dziewczyna popatrzyła się na nią z pode łba i puściła oko do Susan.
- No to powiedz nam Alice skąd jesteś ? – zagadała do niej Susan . Widocznie speszona, wyciągnęła papierosy w jej kierunku. Alice pokręciła głową i wyciągnęła swoje Marlboro.
- Prosto z Liverpoolu…- zaczęła Alice,ale Anna jej przerwała.
- Może wy usiądźcie obok siebie,a ja sobie pogadam z Pierre – wstała wylewając drinka na stolik.
Chwilę później Susan siedziała obok Alice przysłuchując się historii o tym jak to trafili z Alexandrem do Amsterdamu cały czas się uśmiechając, co Al uznała za rozkoszne.
P trzech drinkach siedziały rozwalone na kanapie jak stare przyjaciółki śmiejąc się w głos. Susan była z pochodzenia amerykanką, ale urodziła się i mieszkała w Amsterdamie. Jej matka- tak jak ojciec Al.- była adwokatem, a ojca nie znała, zmarł (jak utrzymywała matka na wojnie w Iraku w 1991 roku) ,ale Susan wciąż wierzyła w jego powrót.
- To naprawdę nie możliwe,że tak zniknął! – powtarzała ze smutkiem w głosie. Alice było żal koleżanki, widziała w niej niegasnącą nadzieję i wielką wiarę w to co mówiła. Dobrze wiedziała, że ta dziewczyna jeszcze coś zmieni w jej życiu, to była prawdziwa kobieca intuicja.
    Alexander szedł cuchnącym moczem przejściem podziemnym pod estakadą. Było zimno, ale Alexowi w ogóle to nie przeszkadzało, był Nawet zadowolony. W pracy wszystko szło po jego myśli, idealnie nadawał się do tej pracy. Wreszcie coś sprawiało mu przyjemność i nikt go nie nagabywał, ani nie zmuszał do czegoś więcej niż obowiązki pracownika. Nawet powoli przestawał myśleć o Gerardzie. „Zniknął skurwysyn to niech żałuje” pocieszał się. Gdy dochodził do drzwi od mieszkania zadzwonił telefon.
- Alexaaaanderrrr? – usłyszał w słuchawce nieznajomy kobiecy głos. Zmarszczył brwi.
- Tak ?
- Przyjaciel Alice ? – dziewczyna nie wydawała się trzeźwa, tak, zdecydowanie nie była trzeźwa.
- Cóż to za żarty? – zapytał podenerwowany .
- Słuchaj, jestem Anna, choć mówią na mnie….EJ ! JAK NA MNIE MÓWIĄ ? – ostatnie zdanie było skierowane do osób, które najwidoczniej były z nieznajomą, Alex miał ochotę się rozłączyć, ale coś przekonało go,żeby tego nie robić.
- Nie ważne jak na ciebie mówią, możesz powiedzieć w jakiej sprawie dzwonisz?
- Ooooczzywwwiścieeee…przyjdź do Bonusa, z łaski swojej. Pierre tu jest, ja tu jestem, Doris tu jest…
- Nie znam was. – przerwał jej, po raz kolejny.
- I twoja przyjaciółka Alice…zaraz….gdzie ona jest? A…no jest Alice,ale jest zajęta.
-Zajęta?! W jakim sensie ? – prawie krzyknął,ale zaraz zdał sobie sprawę,że przecież ledwo rozstała się z Liamem, nie mogła tak szybko znaleźć sobie zamiennika, nie umiała nawet tak.
- No…jeszcze jest Susan ,ale…ale…przyjdź tu, bo my musimy Ci coś powiedzieć! – dziewczyna miała dar przekonywania, Alex nie mógł się mu oprzeć, szybko zszedł na dół i pobiegł do klubu.
Anna patrzyła na Susan radośnie rozmawiającą z Al. W tle grało „Turn me on” w wykonaniu Norah Jones, klub powoli pustoszał, mimo,że dopiero dochodziła 22. Chwilę później doszedł Alex , podał wszystkim rękę i usiadł obok swojej przyjaciółki. Przysunął się do niej i powąchał.
- Al…znowu jesteś pijana! – ofuknął ją ze śmiechem. Alice już miała się obronić,ale Alexander zwrócił się do reszty znajomych. – Cóż to za sprawę macie.
- Otóż, zapraszamy was do nas. – Anna się gwałtownie wyprostowała i poprawiła włosy. – Alice bardzo polubiła moją przyjaciółkę. Myślę,że jak przeniesiemy imprezę do nas to będą szczęśliwe.
- Do nas? I po co ja wam tam, Alice jest dorosła…chyba. – spojrzał na nią z delikatnym niedowierzaniem. – I…
- Nie ma i, chcemy was poznać! – Anna się do niego uśmiechnęła . – Ktoś musi pilnować Alice.
- A wy tego nie możecie zrobić ? – Alex nie miał ochoty na całonocne imprezy na których nie miał się do kogo przytulić, ostatni raz był na takiej jeszcze w Liverpoolu ze swoim ówczesnym chłopakiem , ale to było dość dawno, nawet nie pamiętał jak wygląda impreza bez faceta u boku. – Może wezmę Alice do domu?
- No,ale… Alex,chodźmy do nich! – Alice postanowiła się dołączyć do dyskusji, mocno przytuliła się do niego od tyłu i zaczęła mu szeptać do ucha- Oni mają takiii fajny dom, wynajmują u starego hipisa i każdy sobie może tam przychodzić kiedy chce i tam jest tak fajnie i ten hipis sobie jeździ do swojej ukochanej w Norwegii za te pieniądze i naprawdę będzie fajnie…
Chłopak odwrócił się do niej, zmierzył wzrokiem i zapytał
-Kochanie, co ty bredzisz?


Dom na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie opuszczonego. Na szarych, zniszczonych ścianach namalowane było różowo- zielone graffiti z wielki napisem po holendersku. Alex patrzył na to z odrazą. Susan otworzyła obdarte, wielkie drzwi i stanęła pokazując gestem,że mają wchodzić do środka. Alice pewnym krokiem weszła do kuchni, rozglądnęła się dookoła i gorzko skrzywiła. Obskurna kuchnia wywarła na niej chęć powrotu do ich mieszkania, powoli żałowała,że tu przyszli.
- Taaakkk…to jest nasz dom publiczny. – zaśmiała się Anna zapalając światło. – Mieszkamy to mu czyli Ja, Susan , Pierre i Doris a do tego jeszcze para takich lesb i….
- Nasz Hawajczyk. – dodała Doris, która dzisiejszego wieczoru ani razu się nie odezwała.
- Hawajczyk ? –zapytał Alex stając obok Alice, która tak samo jak on mrużyła oczy ze zdziwieniem.
- A to długa historia! – Susan weszła do salonu odpalając sobie papierosa od starej, mokrej od tłuszczu kuchenki gazowej.- Chodźcie tutaj!
- Chyba za często tu nie sprzątają… - szepnął Alex do przyjaciółki, tak aby domownicy nie usłyszeli.
- A my sprzątamy?! – dziewczyna na żarty udawała karcący głos . – Bo mi się wydaje,że nie bardzo!
Alex poprawił sobie włosy, podniósł głowę i stylizowanym głosem na pedała powiedział :
- No wiesz, kto nie sprząta ten nie sprząta, porównaj sobie mój pokój a twój! – przy tym jedną rękę oparł na biodro a drugą wymachiwał na lewo i prawo. Alice się głośno zaśmiała , po czym zwróciła do Susan.
- Opowiadajcie o Hawajczyku!
- Ach, to było tak…- zaczęła Susan, ale Anna jej przerwała :
- Potrzebowaliśmy pieniędzy na wynajem i daliśmy ogłoszenie w gazecie…tak? W gazecie?
- Nie! Ja to napisałam na facebooku!
- Nie, bo ja ! – dołączył się Pierre, chłopak w pasiastej bluzie i okularach.
- W każdym razie zadzwonił do nas znajomy, jak się domyślasz, artysta… - Susan w końcu im przerwała,aby w spokoju dokończyć historię.
- Gej? – zapytała Alice.
- Nie chcemy, żebyście myśleli,że mamy samych znajomych gejów, dlatego pozwoliłam sobie opuścić tę informację. – Susan znów się zaśmiała krztusząc się przy tym papierosem.
- Właściwie to nie ważne,Su, opowiadaj dalej! – namawiała ją Alice. Alexander zauważył,że dziewczyna zaczęła już mówić do Susan zdrobniale, czyli musiała ją polubić. Alice nigdy nie mówiła do ludzi zdrobniale, jeśli ich nie lubiła. Chłopak usiadł na obdartym fotelu i począł słuchać historii, której jakimś cudem nie mogli skończyć, ba! Nawet zacząć.
- Nasz Hawajczyk był znajomym znajomego naszego kolegi –ARTYSTY - Susan wyraźnie chciała podkreślić to zmieniając ton głosu. – trafił tu, jak my wszyscy, przypadkiem.
- Nie mówi w żadnym ludzkim języku! – dodała Doris. – Tylko po hawajsku…
- I czym się tu zajmuje? – Alex był bardzo ciekawski.
- Gra na ukulele w orkiestrze jakiejś , nie ? Nikt go nie rozumie, on tu tylko mieszka, siedzi na balkonie i gra. – mruknęła Anna rzucając Susan papierosy. Nastąpiła chwila ciszy.
Alex patrzył bezmyślnie w ziemię, a Alice próbowała zwrócić na siebie uwagę Susan. Rzucała jej flirtowe spojrzenia, na które Susan odpowiadała tym samym. W końcu klasnęła w dłonie i głośno powiedziała :
- Napijmy się vermouth’u ! – podeszła do barku i wyciągnęła z niego białą butelkę i sok pomarańczowy. Alice kochała vermouth, więc szybko podeszła do niej i wyciągnęła jej butelkę z ręki.
- Ja się tym zajmę. – szepnęła z uśmiechem.
Susan puściła butelkę i podała Alice szklankę.
- Proszę bardzo, specjalny drink dla mnie poproszę.
Alice odwróciła się do reszty towarzystwa
- Ktoś jeszcze sobie życzy drinka ?
- Ja…chyba pójdę spać. – Doris ziewnęła kierując się w stronę schodów na piętro, a za nią szybkim krokiem udał się Pierre mruknąwszy ciche : dobranoc. Alex wyciągnął rękę w kierunku Alice, aby podała mu drinka, a następnie skierował swój wzrok na Annę.
- Ty też jesteś lesbijką?
- Pfie, ja?! Czy ja wyglądam na lesbijkę? Jedyna w tym domu heteryczka, nigdy, nigdy, nie potrafiłabym tak, faceci są spoko! – dziewczyna obruszyła się i dostała słowotoku. – Wyobrażasz sobie mnie z kobietą ? To,że Susan jest lesbijką to nie oznacza,że ja też, nigdy nigdy! – Ostatnie dwa słowa powtórzyła jeszcze parę razy,aż w końcu wygodnie usadowiła się w fotelu i zapaliła papierosa.
 – Przepraszam…nie chciałem Cię urazić… - zawstydzony Alex skupił swój wzrok na swoich butach.
Alice i Susan usiadły obok siebie i radośnie zaczęły rozmawiać o walorach smakowych vermouth’u. Porównywały różne typy Martini z Cincinaro i innymi typami tego trunku, więc nawet nie zauważyły,że Anna zasnęła a Alex tylko im się przysłuchiwał. W końcu przerwał im delikatnym kaszlnięciem.
- Alice, może czas do domu? – zapytał patrząc na nią z delikatną nadzieją,że się zgodzi. O niczym tak nie marzył jak o łóżku.
- Ale…no dobra,masz rację! – Alice szybko poderwała się z fotela,ale Susan złapała ją za rękę.
- Poczekajcie, jest trzecia w nocy, jak chcecie wrócić do centrum ?
- Taksówką zapewne… - Alex próbował jeszcze obronić swojej racji,ale Susan popatzyła na niego karcącym wzrokiem.
- Zabraniam wam,śpijcie tutaj. Możecie oboje na kanapie.