Alice pośpiesznie weszła do
klubu,tego samego, który odwiedzili kiedyś z Alexem, aby nikt nie
zwrócił na nią uwagi. Dziś nie miała ochoty na żadne
przypadkowe znajomości, umówiła się w konkretnym miejscu i
czasie. Dziewczyna już tam siedziała. Ku zdziwieniu Alice razem z
nią siedziały trzy inne osoby – nieogolony chłopak w kolorowej,
pasiastej bluzie z wysoko postawionymi włosami i dużymi, czarnymi
okularami i dwie brunetki, jedna siedziała przytulona do chłopaka,
a druga nerwowo bawiła się rurką od drinka. Alice stanęła prosto
przed ich stolikiem i pomachała na przywitanie.
- Ty musisz być Susan – podała rękę
dziewczynie, była chłodna, ale przyjemna w dotyku Susan się
uśmiechnęła i pokiwała głową. Tak jak Alice była
blondynką,lecz dużo niższą od mierzącej 170 Al. Ubrana w
granatową koszulę i szare rurki idealnie pasujące do jej
szczupłych nóg nerwowo poprawiała nie dające się ułożyć
włosy. Alice w myślach stwierdziła,że jest zdecydowanie ładna,
co w jej przekonaniu było dziwne jak na lesbijkę. Nie, nie, nie
kierowała się się stereotypami, ale żadna poprzednio lesbijka nie
była tak ładna jak tak Susam mogłaby mieć każdego faceta,
którego by tylko zapragnęła. Al usiadła niepewnie na kanapie obok
brunetki, która przedstawiła się jako Anna. Dziewczyna popatrzyła
się na nią z pode łba i puściła oko do Susan.
- No to powiedz nam Alice skąd jesteś
? – zagadała do niej Susan . Widocznie speszona, wyciągnęła
papierosy w jej kierunku. Alice pokręciła głową i wyciągnęła
swoje Marlboro.
- Prosto z Liverpoolu…- zaczęła
Alice,ale Anna jej przerwała.
- Może wy usiądźcie obok siebie,a ja
sobie pogadam z Pierre – wstała wylewając drinka na stolik.
Chwilę później Susan siedziała obok
Alice przysłuchując się historii o tym jak to trafili z Alexandrem
do Amsterdamu cały czas się uśmiechając, co Al uznała za
rozkoszne.
P trzech drinkach siedziały
rozwalone na kanapie jak stare przyjaciółki śmiejąc się w głos.
Susan była z pochodzenia amerykanką, ale urodziła się i mieszkała
w Amsterdamie. Jej matka- tak jak ojciec Al.- była adwokatem, a ojca
nie znała, zmarł (jak utrzymywała matka na wojnie w Iraku w 1991
roku) ,ale Susan wciąż wierzyła w jego powrót.
- To naprawdę nie możliwe,że tak
zniknął! – powtarzała ze smutkiem w głosie. Alice było żal
koleżanki, widziała w niej niegasnącą nadzieję i wielką wiarę
w to co mówiła. Dobrze wiedziała, że ta dziewczyna jeszcze coś
zmieni w jej życiu, to była prawdziwa kobieca intuicja.
Alexander szedł cuchnącym moczem
przejściem podziemnym pod estakadą. Było zimno, ale Alexowi w
ogóle to nie przeszkadzało, był Nawet zadowolony. W pracy wszystko
szło po jego myśli, idealnie nadawał się do tej pracy. Wreszcie
coś sprawiało mu przyjemność i nikt go nie nagabywał, ani nie
zmuszał do czegoś więcej niż obowiązki pracownika. Nawet powoli
przestawał myśleć o Gerardzie. „Zniknął skurwysyn to niech
żałuje” pocieszał się. Gdy dochodził do drzwi od mieszkania
zadzwonił telefon.
- Alexaaaanderrrr? – usłyszał w
słuchawce nieznajomy kobiecy głos. Zmarszczył brwi.
- Tak ?
- Przyjaciel Alice ? – dziewczyna nie
wydawała się trzeźwa, tak, zdecydowanie nie była trzeźwa.
- Cóż to za żarty? – zapytał
podenerwowany .
- Słuchaj, jestem Anna, choć mówią
na mnie….EJ ! JAK NA MNIE MÓWIĄ ? – ostatnie zdanie było
skierowane do osób, które najwidoczniej były z nieznajomą, Alex
miał ochotę się rozłączyć, ale coś przekonało go,żeby tego
nie robić.
- Nie ważne jak na ciebie mówią,
możesz powiedzieć w jakiej sprawie dzwonisz?
- Ooooczzywwwiścieeee…przyjdź do
Bonusa, z łaski swojej. Pierre tu jest, ja tu jestem, Doris tu jest…
- Nie znam was. – przerwał jej, po
raz kolejny.
- I twoja przyjaciółka
Alice…zaraz….gdzie ona jest? A…no jest Alice,ale jest zajęta.
-Zajęta?! W jakim sensie ? – prawie
krzyknął,ale zaraz zdał sobie sprawę,że przecież ledwo rozstała
się z Liamem, nie mogła tak szybko znaleźć sobie zamiennika, nie
umiała nawet tak.
- No…jeszcze jest Susan
,ale…ale…przyjdź tu, bo my musimy Ci coś powiedzieć! –
dziewczyna miała dar przekonywania, Alex nie mógł się mu oprzeć,
szybko zszedł na dół i pobiegł do klubu.
Anna patrzyła na Susan radośnie
rozmawiającą z Al. W tle grało „Turn me on” w wykonaniu Norah
Jones, klub powoli pustoszał, mimo,że dopiero dochodziła 22.
Chwilę później doszedł Alex , podał wszystkim rękę i usiadł
obok swojej przyjaciółki. Przysunął się do niej i powąchał.
- Al…znowu jesteś pijana! –
ofuknął ją ze śmiechem. Alice już miała się obronić,ale
Alexander zwrócił się do reszty znajomych. – Cóż to za sprawę
macie.
- Otóż, zapraszamy was do nas. –
Anna się gwałtownie wyprostowała i poprawiła włosy. – Alice
bardzo polubiła moją przyjaciółkę. Myślę,że jak przeniesiemy
imprezę do nas to będą szczęśliwe.
- Do nas? I po co ja wam tam, Alice
jest dorosła…chyba. – spojrzał na nią z delikatnym
niedowierzaniem. – I…
- Nie ma i, chcemy was poznać! –
Anna się do niego uśmiechnęła . – Ktoś musi pilnować Alice.
- A wy tego nie możecie zrobić ? –
Alex nie miał ochoty na całonocne imprezy na których nie miał się
do kogo przytulić, ostatni raz był na takiej jeszcze w Liverpoolu
ze swoim ówczesnym chłopakiem , ale to było dość dawno, nawet
nie pamiętał jak wygląda impreza bez faceta u boku. – Może
wezmę Alice do domu?
- No,ale… Alex,chodźmy do nich! –
Alice postanowiła się dołączyć do dyskusji, mocno przytuliła
się do niego od tyłu i zaczęła mu szeptać do ucha- Oni mają
takiii fajny dom, wynajmują u starego hipisa i każdy sobie może
tam przychodzić kiedy chce i tam jest tak fajnie i ten hipis sobie
jeździ do swojej ukochanej w Norwegii za te pieniądze i naprawdę
będzie fajnie…
Chłopak odwrócił się do niej,
zmierzył wzrokiem i zapytał
-Kochanie, co ty bredzisz?
Dom na pierwszy rzut oka sprawiał
wrażenie opuszczonego. Na szarych, zniszczonych ścianach namalowane
było różowo- zielone graffiti z wielki napisem po holendersku.
Alex patrzył na to z odrazą. Susan otworzyła obdarte, wielkie
drzwi i stanęła pokazując gestem,że mają wchodzić do środka.
Alice pewnym krokiem weszła do kuchni, rozglądnęła się dookoła
i gorzko skrzywiła. Obskurna kuchnia wywarła na niej chęć powrotu
do ich mieszkania, powoli żałowała,że tu przyszli.
- Taaakkk…to jest nasz dom publiczny.
– zaśmiała się Anna zapalając światło. – Mieszkamy to mu
czyli Ja, Susan , Pierre i Doris a do tego jeszcze para takich lesb
i….
- Nasz Hawajczyk. – dodała Doris,
która dzisiejszego wieczoru ani razu się nie odezwała.
- Hawajczyk ? –zapytał Alex stając
obok Alice, która tak samo jak on mrużyła oczy ze zdziwieniem.
- A to długa historia! – Susan
weszła do salonu odpalając sobie papierosa od starej, mokrej od
tłuszczu kuchenki gazowej.- Chodźcie tutaj!
- Chyba za często tu nie sprzątają…
- szepnął Alex do przyjaciółki, tak aby domownicy nie usłyszeli.
- A my sprzątamy?! – dziewczyna na
żarty udawała karcący głos . – Bo mi się wydaje,że nie
bardzo!
Alex poprawił sobie włosy, podniósł
głowę i stylizowanym głosem na pedała powiedział :
- No wiesz, kto nie sprząta ten nie
sprząta, porównaj sobie mój pokój a twój! – przy tym jedną
rękę oparł na biodro a drugą wymachiwał na lewo i prawo. Alice
się głośno zaśmiała , po czym zwróciła do Susan.
- Opowiadajcie o Hawajczyku!
- Ach, to było tak…- zaczęła
Susan, ale Anna jej przerwała :
- Potrzebowaliśmy pieniędzy na
wynajem i daliśmy ogłoszenie w gazecie…tak? W gazecie?
- Nie! Ja to napisałam na facebooku!
- Nie, bo ja ! – dołączył się
Pierre, chłopak w pasiastej bluzie i okularach.
- W każdym razie zadzwonił do nas
znajomy, jak się domyślasz, artysta… - Susan w końcu im
przerwała,aby w spokoju dokończyć historię.
- Gej? – zapytała Alice.
- Nie chcemy, żebyście myśleli,że
mamy samych znajomych gejów, dlatego pozwoliłam sobie opuścić tę
informację. – Susan znów się zaśmiała krztusząc się przy tym
papierosem.
- Właściwie to nie ważne,Su,
opowiadaj dalej! – namawiała ją Alice. Alexander zauważył,że
dziewczyna zaczęła już mówić do Susan zdrobniale, czyli musiała
ją polubić. Alice nigdy nie mówiła do ludzi zdrobniale, jeśli
ich nie lubiła. Chłopak usiadł na obdartym fotelu i począł
słuchać historii, której jakimś cudem nie mogli skończyć, ba!
Nawet zacząć.
- Nasz Hawajczyk był znajomym
znajomego naszego kolegi –ARTYSTY - Susan wyraźnie chciała
podkreślić to zmieniając ton głosu. – trafił tu, jak my
wszyscy, przypadkiem.
- Nie mówi w żadnym ludzkim języku!
– dodała Doris. – Tylko po hawajsku…
- I czym się tu zajmuje? – Alex był
bardzo ciekawski.
- Gra na ukulele w orkiestrze jakiejś
, nie ? Nikt go nie rozumie, on tu tylko mieszka, siedzi na balkonie
i gra. – mruknęła Anna rzucając Susan papierosy. Nastąpiła
chwila ciszy.
Alex patrzył bezmyślnie w ziemię, a
Alice próbowała zwrócić na siebie uwagę Susan. Rzucała jej
flirtowe spojrzenia, na które Susan odpowiadała tym samym. W końcu
klasnęła w dłonie i głośno powiedziała :
- Napijmy się vermouth’u ! –
podeszła do barku i wyciągnęła z niego białą butelkę i sok
pomarańczowy. Alice kochała vermouth, więc szybko podeszła do
niej i wyciągnęła jej butelkę z ręki.
- Ja się tym zajmę. – szepnęła z
uśmiechem.
Susan puściła butelkę i podała
Alice szklankę.
- Proszę bardzo, specjalny drink dla
mnie poproszę.
Alice odwróciła się do reszty
towarzystwa
- Ktoś jeszcze sobie życzy drinka ?
- Ja…chyba pójdę spać. – Doris
ziewnęła kierując się w stronę schodów na piętro, a za nią
szybkim krokiem udał się Pierre mruknąwszy ciche : dobranoc. Alex
wyciągnął rękę w kierunku Alice, aby podała mu drinka, a
następnie skierował swój wzrok na Annę.
- Ty też jesteś lesbijką?
- Pfie, ja?! Czy ja wyglądam na
lesbijkę? Jedyna w tym domu heteryczka, nigdy, nigdy, nie
potrafiłabym tak, faceci są spoko! – dziewczyna obruszyła się i
dostała słowotoku. – Wyobrażasz sobie mnie z kobietą ? To,że
Susan jest lesbijką to nie oznacza,że ja też, nigdy nigdy! –
Ostatnie dwa słowa powtórzyła jeszcze parę razy,aż w końcu
wygodnie usadowiła się w fotelu i zapaliła papierosa.
–
Przepraszam…nie chciałem Cię urazić… - zawstydzony Alex skupił
swój wzrok na swoich butach.
Alice i Susan usiadły obok siebie i
radośnie zaczęły rozmawiać o walorach smakowych vermouth’u.
Porównywały różne typy Martini z Cincinaro i innymi typami tego
trunku, więc nawet nie zauważyły,że Anna zasnęła a Alex tylko im się
przysłuchiwał. W końcu przerwał im delikatnym kaszlnięciem.
- Alice, może czas do domu? –
zapytał patrząc na nią z delikatną nadzieją,że się zgodzi. O
niczym tak nie marzył jak o łóżku.
- Ale…no dobra,masz rację! – Alice
szybko poderwała się z fotela,ale Susan złapała ją za rękę.
- Poczekajcie, jest trzecia w nocy, jak
chcecie wrócić do centrum ?
- Taksówką zapewne… - Alex próbował
jeszcze obronić swojej racji,ale Susan popatzyła na niego karcącym wzrokiem.
- Zabraniam wam,śpijcie tutaj. Możecie
oboje na kanapie.