wtorek, 10 kwietnia 2012

9. Stoję w szczerym polu.

Gabi weszła do toalety w McDonaldzie i cicho zamknęła za sobą drzwi. Zagryzła wargi czytając instrukcję testu ciążowego. Tak, dodatni – ciąża. Dobrze.
Chwilę później drżącą ręką patrzyła na wynik testu. Był dodatni. Po jej chudych policzkach pociekły łzy. Nie mogę zabić tego dziecka, pomyślała. Czy to instynkt macierzyński? Modelka z dzieckiem? Mój Boże, co ja teraz zrobię?



Chwilę później drżącą ręką  patrzyła na wynik testu. Był dodatni. Po jej chudych policzkach pociekły łzy. Nie mogę zabić tego dziecka, pomyślała. Czy  to instynkt macierzyński? Modelka z dzieckiem? Mój Boże, co ja teraz zrobię?

Przetarła rękawem policzki, poprawiła szybko makijaż i fryzurę.  Szybko wyszła z toalety,aby skierować w stronę wyjścia, nim otworzyła drzwi przypomniała sobie o tym,że nic nie jadła od parunastu godzin. Obróciła się w stronę kas. Cheesburgery i tym podobne lekko ją odrzuciły,jednak głód zwyciężył.

Zamówiła wielki zestaw z frytkami, Big Maciem i Colą. Przyznała się sama przed sobą,że nie jadła w McDonaldzie od wczesnego dzieciństwa. Przypomniała sobie,kiedy to ojciec nie chciał gotować i prowadził do tej „ekskluzywnej restauracji” . Usiadła w głębi Sali i szybkimi ruchami zaczęła wrzucać w siebie jedzenie. Momentalnie zrobiło jej się niedobrze. Odrzuciła tacę i poleciała z powrotem do łazienki.
Kiedy skończyła, wybiegła momentalnie na ulice Amsterdamu,była trzecia w nocy. Usiadła na murku przy kanale i zaczęła grzebać w swojej małej pikowanej torebce od Chanel. Wyciągnęła  wszystkie tabletki- na odchudzanie,  na depresję i małą kapsułkę z morfiną. Nie zastanawiając się nawet chwilę, wrzuciła je do wody. Tym akcentem rozpoczęła nowy rozdział w życiu. Wszystko miało się zmienić,chciała być szczęśliwa. Miała w portfelu tylko 200 euro, ale postanowiła wrócić do mieszkania w którym miała całe oszczędności swojego życia i  bała się oddać ich do banku. Jedynym problemem do odzyskania ich był Jimmy. 



***


Ciepły głos Franka Sinatry wypełnił pokój. Liam i Alice płynęli po pokoju w równym walcu, co jakiś czas wykonując obroty. Przód, tył, przód, tył. Alice położyła głowę w zagłębieniu obojczyka. Czuła, jak Liam uśmiecha się delikatnie. Let’s fly with meee, let’s fly, let’s fly faarrr away –zaśpiewała te słowa razem z wokalistą po czym zaśmiała się. Wykonała jeszcze jeden obrót. Liam przyciągnął ją do siebie i zbliżył się do jej twarzy. Alice popatrzyła mu głęboko w oczy. Tak! Tak! Chce to zrobić! 


TRZASK!


- Alice! Wstawaj! – krzyknął Alex, zbierając resztki talerza, który wypadł mu z ręki. Szklane kawałki wydawały nieprzyjemny odgłos w połączeniu z podłogą. Alex klną siarczyście, wybierając drobinki z dziur w parkiecie. Dziewczyna leżała na kanapie w ubraniu, i przecierała czoło. Sen, który śnił jej się tej nocy zaczął powoli znikać z jej pamięci ale na widok Liama zaczerwieniła się. Siedział przy stole bawiąc się puzzlami, które Alice dostała od matki na gwiazdkę. Nagle coś wpadło jej do głowy.
- Wiecie co ? Puśćmy Sinatrę! – zawołała, zeskakując z kanapy. Chwilę później w całym mieszkaniu słychać było „All or nothing at all.” 
-Alice? Wszystko gra?- zapytała Ingrid oparta o lodówkę, patrząc jak dziewczyna wiruje z kuchni do salonu. Brak odpowiedzi. Liam i Alex spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. Alice w końcu wzięła laptopa powrotem do ręki.
- Zero reakcji! Myślałam, że ktoś się dołączy! – krzyknęła i zniknęła w swoim pokoju głośno trzaskając drzwiami.
- Pewnie okres. – skwitował Alex. Wszyscy wrócili do swoich zajęć. 


Kilka godzin później 
Ingrid nie mogła wstać,aby się spakować,a  samolot do Stockholmu był za 6 godzin. Tak naprawdę nie miała ochoty tam wracać, do swojej codziennej rutyny. Porannego wyprowadzania psa, spotkania ze znajomymi i nieustannie goniących ją terminów. Tutaj czuła się wolna, nic nie musiała. Mogła pić poranną kawę zarówno o 5 jak i o 12.
- Ingrid rusz to swoje tłuste dupsko! – popędził ją Aleksander.
- Boooże, czekaj chwile zbieram się! – odparła Ingrid, po czym powiedziała do siebie – mam ochotę porysować.
- O nie, nie, nie! Mam Ci przypomnieć ponownie o której masz samolot?
- Nie trzeba, sześć razy wystarczy.
Ingrid zwlekła się niechętnie z łóżka, usiadła na krześle przy oknie i przysunęła do siebie wielką walizkę. Wrzucała tam wszystkie swoje rozrzucone rzeczy w pokoju które były na odległość jej ręki.
- Matko boska, jak Ty to robisz?! Wstań, poskładaj i wrzuć a nie… - Alexander pokazał jej jak powinna poskładać swoje rzeczy a następnie włożyć.
- Jak ja Ciebie nienawidzę, znęcasz się nademną! – mruknęła.
- Ja tylko dbam o Ciebie, u mnie nazywają to miłością – roześmiał się.
                Alice siedziała w salonie z Liamem na zniszczonym tapczanie. Mężczyzna przysunął się do niej, delikatnie objąwszy ją w talii, nawet nie zauważyła kiedy ją pocałował.
- Co się z wami dzieje, dość tych amorów! – wrzasnął Alexander.
- Znalazła się cnotka! – zarumieniła się Alice, Liam poszedł w jej ślady jednak mocniej ją przytulił.
- Ingrid już się spakowała – wyszczerzył kły Alex, był z siebie dumny.
- Tooo… Zadzwońcie po taksówkę? – zaproponowała Alice, była zła o przerwanie tak wspaniałej chwili. Liam szepnął jej do ucha,że musi wyjść, pocałował raz jeszcze i zniknął na klatce schodowej.
                Trzy godziny później siedzieli w lotniskowej kawiarni popijając mrożoną kawę i nie przeszkadzało im, że jest koniec grudnia.
-To był dobry rok – rozmarzyła się Ingrid, po chwili poprawiła się – przynajmniej jego końcówka.
Alice chciała już coś odpowiedzieć ale z głośnika odezwał się głos
- OSOBY LECĄCE DO STOCKHOLMU PROSZONE SĄ NA SALE ODPRAW STANOWISKA  NUMER 3, DZIĘKUJEMY .
Ingrid rzuciła się na Alice i Alexandra mówiąc:
- Dziękuje wam za ten czas spędzony z wami, potrzebowałam tego! –   jej oczy zaszkliły się.
- Naprawdę nie musisz dziękować, to my musimy Tobie dziękować, że dotrzymałaś nam towarzystwa – uśmiechnęła się delikatnie Alice, oczy również jej się zaszkliły,  w końcu nienawidziła pożegnań,a s szczególnie z najlepszą przyjaciółką.
- Dupku! – Ingrid zwróciła się w stronę Alexandra – życzę Ci powodzenia, zapomnij o tamtym frajerze i zacznij szukać nowej, dobrej dupy! Prześlij mi potem jego zdjęcie, ocenie!
Alexander roześmiał się, mocno ją przytulił i pogładził po włosach, Ingrid rozryczała się całkowicie.
- Alice, uważaj na siebie! Mam nadzieje, że wyjdzie Ci z Liamem i że pani Brown będzie kiedyś normalna –szlochnęła i  rzuciła się jej mocno na szyje.
- Dobra to nie jest konkurs na to kto będzie głośniej szlochał i wyleje więcej łez, ogarnijcie się – Ingrid przyciągnęła ręką Alexa do grupowego uścisku aby się zamknął.
Ingrid poszła w stronę Sali odpraw ciągnąc za sobą wielką, czerwoną walizkę.
- Widzisz,Alex. Zostaliśmy sami. –westchnęła Alice.