Chwilę później drżącą ręką patrzyła na wynik testu. Był dodatni. Po jej chudych policzkach pociekły łzy. Nie mogę zabić tego dziecka, pomyślała. Czy to instynkt macierzyński? Modelka z dzieckiem? Mój Boże, co ja teraz zrobię?
Chwilę później drżącą ręką
patrzyła na wynik testu. Był dodatni. Po jej chudych policzkach pociekły
łzy. Nie mogę zabić tego dziecka, pomyślała. Czy to instynkt macierzyński? Modelka z
dzieckiem? Mój Boże, co ja teraz zrobię?
Przetarła rękawem policzki, poprawiła szybko makijaż i
fryzurę. Szybko wyszła z toalety,aby
skierować w stronę wyjścia, nim otworzyła drzwi przypomniała sobie o tym,że nic
nie jadła od parunastu godzin. Obróciła się w stronę kas. Cheesburgery i tym
podobne lekko ją odrzuciły,jednak głód zwyciężył.
Zamówiła wielki zestaw z frytkami, Big Maciem i Colą. Przyznała
się sama przed sobą,że nie jadła w McDonaldzie od wczesnego dzieciństwa.
Przypomniała sobie,kiedy to ojciec nie chciał gotować i prowadził do tej
„ekskluzywnej restauracji” . Usiadła w głębi Sali i szybkimi ruchami zaczęła wrzucać
w siebie jedzenie. Momentalnie zrobiło jej się niedobrze. Odrzuciła tacę i
poleciała z powrotem do łazienki.
Kiedy skończyła, wybiegła momentalnie na ulice
Amsterdamu,była trzecia w nocy. Usiadła na murku przy kanale i zaczęła grzebać
w swojej małej pikowanej torebce od Chanel. Wyciągnęła wszystkie tabletki- na odchudzanie, na depresję i małą kapsułkę z morfiną. Nie
zastanawiając się nawet chwilę, wrzuciła je do wody. Tym akcentem rozpoczęła
nowy rozdział w życiu. Wszystko miało się zmienić,chciała być szczęśliwa. Miała
w portfelu tylko 200 euro, ale postanowiła wrócić do mieszkania w którym miała
całe oszczędności swojego życia i bała się oddać ich do banku. Jedynym
problemem do odzyskania ich był Jimmy.
***
Ciepły głos Franka Sinatry wypełnił pokój. Liam i Alice płynęli po pokoju w równym walcu, co jakiś czas wykonując obroty. Przód, tył, przód, tył. Alice położyła głowę w zagłębieniu obojczyka. Czuła, jak Liam uśmiecha się delikatnie. Let’s fly with meee, let’s fly, let’s fly faarrr away –zaśpiewała te słowa razem z wokalistą po czym zaśmiała się. Wykonała jeszcze jeden obrót. Liam przyciągnął ją do siebie i zbliżył się do jej twarzy. Alice popatrzyła mu głęboko w oczy. Tak! Tak! Chce to zrobić!
TRZASK!
- Alice! Wstawaj! – krzyknął Alex, zbierając resztki talerza, który wypadł mu z ręki. Szklane kawałki wydawały nieprzyjemny odgłos w połączeniu z podłogą. Alex klną siarczyście, wybierając drobinki z dziur w parkiecie. Dziewczyna leżała na kanapie w ubraniu, i przecierała czoło. Sen, który śnił jej się tej nocy zaczął powoli znikać z jej pamięci ale na widok Liama zaczerwieniła się. Siedział przy stole bawiąc się puzzlami, które Alice dostała od matki na gwiazdkę. Nagle coś wpadło jej do głowy.
- Wiecie co ? Puśćmy Sinatrę! – zawołała, zeskakując z kanapy. Chwilę później w całym mieszkaniu słychać było „All or nothing at all.”
-Alice? Wszystko gra?- zapytała Ingrid oparta o lodówkę, patrząc jak dziewczyna wiruje z kuchni do salonu. Brak odpowiedzi. Liam i Alex spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. Alice w końcu wzięła laptopa powrotem do ręki.
- Zero reakcji! Myślałam, że ktoś się dołączy! – krzyknęła i zniknęła w swoim pokoju głośno trzaskając drzwiami.
- Pewnie okres. – skwitował Alex. Wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Kilka godzin później
Ingrid nie mogła wstać,aby się spakować,a samolot do Stockholmu był za 6 godzin. Tak naprawdę nie miała ochoty tam wracać, do swojej codziennej rutyny. Porannego wyprowadzania psa, spotkania ze znajomymi i nieustannie goniących ją terminów. Tutaj czuła się wolna, nic nie musiała. Mogła pić poranną kawę zarówno o 5 jak i o 12.
- Ingrid rusz to swoje tłuste dupsko! – popędził ją
Aleksander.
- Boooże, czekaj chwile zbieram się! – odparła Ingrid, po
czym powiedziała do siebie – mam ochotę porysować.
- O nie, nie, nie! Mam Ci przypomnieć ponownie o której masz
samolot?
- Nie trzeba, sześć razy wystarczy.
Ingrid zwlekła się niechętnie z łóżka, usiadła na krześle
przy oknie i przysunęła do siebie wielką walizkę. Wrzucała tam wszystkie swoje
rozrzucone rzeczy w pokoju które były na odległość jej ręki.
- Matko boska, jak Ty to robisz?! Wstań, poskładaj i wrzuć a
nie… - Alexander pokazał jej jak powinna poskładać swoje rzeczy a następnie
włożyć.
- Jak ja Ciebie nienawidzę, znęcasz się nademną! – mruknęła.
- Ja tylko dbam o Ciebie, u mnie nazywają to miłością –
roześmiał się.
Alice
siedziała w salonie z Liamem na zniszczonym tapczanie. Mężczyzna przysunął się
do niej, delikatnie objąwszy ją w talii, nawet nie zauważyła kiedy ją
pocałował.
- Co się z wami dzieje, dość tych amorów! – wrzasnął
Alexander.
- Znalazła się cnotka! – zarumieniła się Alice, Liam poszedł
w jej ślady jednak mocniej ją przytulił.
- Ingrid już się spakowała – wyszczerzył kły Alex, był z
siebie dumny.
- Tooo… Zadzwońcie po taksówkę? – zaproponowała Alice, była
zła o przerwanie tak wspaniałej chwili. Liam szepnął jej do ucha,że musi wyjść,
pocałował raz jeszcze i zniknął na klatce schodowej.
Trzy
godziny później siedzieli w lotniskowej kawiarni popijając mrożoną kawę i nie
przeszkadzało im, że jest koniec grudnia.
-To był dobry rok – rozmarzyła się Ingrid, po chwili
poprawiła się – przynajmniej jego końcówka.
Alice chciała już coś odpowiedzieć ale z głośnika odezwał
się głos
- OSOBY LECĄCE DO STOCKHOLMU PROSZONE SĄ NA SALE ODPRAW
STANOWISKA NUMER 3, DZIĘKUJEMY .
Ingrid rzuciła się na Alice i Alexandra mówiąc:
- Dziękuje wam za ten czas spędzony z wami, potrzebowałam tego!
– jej oczy zaszkliły się.
- Naprawdę nie musisz dziękować, to my musimy Tobie
dziękować, że dotrzymałaś nam towarzystwa – uśmiechnęła się delikatnie Alice,
oczy również jej się zaszkliły, w końcu nienawidziła
pożegnań,a s szczególnie z najlepszą przyjaciółką.
- Dupku! – Ingrid zwróciła się w stronę Alexandra – życzę Ci
powodzenia, zapomnij o tamtym frajerze i zacznij szukać nowej, dobrej dupy!
Prześlij mi potem jego zdjęcie, ocenie!
Alexander roześmiał się, mocno ją przytulił i pogładził po
włosach, Ingrid rozryczała się całkowicie.
- Alice, uważaj na siebie! Mam nadzieje, że wyjdzie Ci z
Liamem i że pani Brown będzie kiedyś normalna –szlochnęła i rzuciła się jej mocno na szyje.
- Dobra to nie jest konkurs na to kto będzie głośniej
szlochał i wyleje więcej łez, ogarnijcie się – Ingrid przyciągnęła ręką Alexa
do grupowego uścisku aby się zamknął.
Ingrid poszła w stronę Sali odpraw ciągnąc za sobą wielką,
czerwoną walizkę.
- Widzisz,Alex. Zostaliśmy sami. –westchnęła Alice.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz