niedziela, 4 marca 2012

6. Nędza, szyderstwo i papieros.

- Hola, mama… - Alice jedną ręką odebrała telefon, a drugą podała Ingrid patelnię, do której mocno przywarła jajecznica. Zapach spalenizny szybko rozprzestrzenił się po całej kuchni. Ingrid popatrzyła tylko z niesmakiem na ciemnożółtą papkę i ceremonialnym ruchem wyrzuciła ją do kosza. Kompletny brak wyczucia co do gotowania był tak zakorzeniony w Alice, że nawet zrobienie jajecznicy wymagało pomocy osób trzecich.
- Como hay ? – Alice mechanicznie przeszła do salonu i zaczęła nerwowo chodzić dookoła foteli. Nienawidziła mówić po hiszpańsku przy znajomych. Sama nie wiedziała, co jest złego w używaniu ojczystej mowy w rozmowie z matką, której bardzo zależało na ćwiczeniu ojczystego języka, i nawet fakt, że Alice nie miała obywatelstwa argentyńskiego, a w samej Argentynie była trzy razy, nie przemawiało na jej korzyść. Nie przyjmowała żadnych wymówek, ze swoją córką rozmawiała tylko po hiszpańsku. Ingrid zaczęła głośno zeskrobywać przypalone jajka z patelni, zerkając przy tym na stopień irytacji przyjaciółki. Alice usiadła na kanapie i, rzuciwszy dziewczynie zmęczone spojrzenie, zatopiła się w rozmyślaniach. Zbliżał się kolejny problem. Ingrid wytarła ręce ścierką i próbowała odczytać coś z twarzy Alice.
- Sí... Aceptar... Entiendo… Amsterdam es una ciudad hermosa.
Alice mechanicznie otwierała usta, jakby umiejętność mówienia była tak prosta dla jej organizmu, jak mruganie. Lekko wymusiła na matce koniec rozmowy.
Mamita… estoy muy ocupado, pero ven! Estoy deseando! Te Amo. - Ingrid siedziała przy stole z głową opartą o dłonie. Wiedziała o co chodzi.
- Naprawdę chcesz, żeby tu przyjechała?
Alice odłożyła telefon i wyjęła papierosa z paczki na stole.
- Kiedyś musi. – westchnęła.
- Usmażę ci jajecznicę.
W tym momencie usłyszały jak otwierają się drzwi pokoju Alexa i ktoś drepcze w ich stronę. Do salonu wszedł wysoki i chudy, jak przecinek, chłopak, w samych tylko slipkach, sennie przecierając oczy. Popatrzył na dziewczyny i zastygł w bezruchu. Jedna siedziała na kanapie z papierosem w dłoni, druga stała na środku kuchni i patrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem. Cisza trwała może półtorej sekundy, ale wydawała się wiecznością. Chłopak rozciągnął jeden kącik ust i znikł w korytarzu.
- Ej, widziały mnie. – szepnął podniecony do leżącego na brzuchu Alexandra, który odwrócił do niego głowę.
-To coś złego, Gerard ? – uśmiechnął się i cmoknął w jego stronę – Muszą cię w końcu poznać i dowiedzieć się o naszym planie. – powiedział lekko zachrypniętym od spania głosem.
- Ubieraj się w takim razie! Drugi raz już tam nie wejdę sam! – Gerard uśmiechnął się szeroko i jednym ruchem ściągnął kołdrę z Alexa.
-Witaj,Alexander. – mruknęła jego współlokatorka
- Alice, słoneczko moje, jak się spało? - zapytał Alex, oparł się o framugę drzwi – zrób mi kawę, proszę ładnie.
- Raczej jak WAM się spało, co? – uśmiechnęła się delikatnie, podeszła do kredensu i zaczęła dosypywać granulową kawę do białego, dużego kubka z flagą Wielkiej Brytanii.
- Och nic nie słyszałaś, prawda?
- Nie, włączyłam od razu dubstepa, słuchałam go tak ze dwie lub trzy godziny nim skończyliście –dolała wrzątek do kubka
Alex usiadł przy dużym, masywnym, dębowym stole stojący na środku kuchnio-salono-jadalnio-palarni na białym krześle z ikei, wyciągnął papierosa i zapalił. Do pokoju weszła zaspana Ingrid w długiej, do kolan koszuli nocnej a na niej markowy, czarny kardigan z złotymi guzikami a za nią Gerard ubrany już w swoje ciuchy. Wszyscy siedzieli przy stole i palili swoje ‘śniadanie’. Rzadko kiedy Alex i Alec jedli śniadanie w Amsterdami, zazwyczaj starczały im dwa-trzy papierosy rano i kawa. Dopiero później siadali w jakieś kawiarni i pili doleją kawę z croissantem. Alex przerwał rozmowę toczącą się o wyższości domu mody McQueen nad Jackobsem toczącą się między Alice a Gerardem, Alice stała murem za nieżyjącym McQueen’em.
- Chyba zwalniam się z pracy.
- Co?! – powiedzieli jednocześnie Alice, Ingrid i Gerard.
- No zwalniam, napisałem już wymówienie.
Niecałą godzinę później Gerard wybiegł z ich mieszkania, spóźniony już do pracy, Ingrid i Alice poszły na zakupy w celu znalezienia jakieś sukienki którą Ingrid mogłaby założyć na wieczór autorski swojej przyjaciółki po powrocie do Sztokholmu a Alexander przeglądał jakąś beznadzieją książkę którą znalazł w wciąż nierozpakowanym pudle w koncie pokoju.
Była już trzynasta, Alexander stał przed Pubem. Wziął sobie wcześniej wolne, nie chciał oglądać parszywej gęby Kurta. Wziął głęboki oddech i popchał szklane drzwi dzielące ruchliwą ulicę Amsterdamu od tego cholernego pubu.
- Alexander! Nareszcie, wyzdrowiałeś? Tęskniłem za Tob.. To znaczy My tęskniliśmy za Tobą! – przywitał go na wejściu Kurt ubrany w zapewne drogi garnitur.
- Szkoda, że ja tak nie tęskniłem za Tobą jak ty za mną – tymi słowami stworzył niewidzialną barierę pomiędzy nim a Kurtem.
- Jeszcze się przekonasz jak za mną tęskniłeś – na jego twarzy pojawił się diabelski uśmiech.
- Jednak nie, odchodzę.
- Co?! Chyba sobie żartujesz, teraz? Teraz, kiedy będzie fala turystów? – Kurt zbladł, uśmiech zszedł mu z twarzy.
- Tak, to moja rezygnacja – wcisnął do jego ręki kartkę z wymówieniem którą nabazgrał wczoraj wieczorem.
- Ja jednak nie zniknę, zbyt mi się podobasz. Teraz po prostu będziemy widywali się rzadziej – powiedział Kurt, jednak Alex nie usłyszał tego bo wyszedł z Pubu.
Alexander czuł się wolny, jednak nie miały pracy. Te 500 euro które przesłała mu mama i babcia nie mogły na długo starczyć. Może wyżyłby za nie maksymalnie trzy, cztery tygodnie. A potem? Wyobraził sobie scenę; on i Alice siedzieli ubrani w stare, zniszczone, brudne i niemodne ciuchy w ich salono-kuchnio-jadalnio-palarni. Na kuchence gazowej leżał stary, brudny, emaliowany garnek a w nim gotowała się zupa. Składała się z sam nie wie czego i podobnie się nazywała. Alice wzięła z lodówki resztki jedzenia, pokroiła i wrzuciła, dziwnie bulgotała co sprawiało uczucie niepokoju i jeszcze większej nędzy. Siedzieli cicho, kiedy Alice powiedziała:
‘Alex nie mamy już papierosów…’
Ta okropna myśl szybko zniknęła kiedy Alexander kupił gazetę codzienną, przerzucił na stronę z ofertami pracy i zaczął podkreślać na ulicy, oparty o mur jakieś kamienicy oferty pracy które mogły go interesować. Co on mógł robić po historii sztuki i licznych kursach projektowania mody? Mógł malować, szyć ale nie zbijałby na tym kokosów – wcześniej też nie zbijał ale łączyć jego pensję i pensję Alice, sprawiało, że należeli do klasy średniej pozwalającej sobie raz na jakiś czas na odrobinę luksusu. Praca opiekuna kamienicy nie interesowała go, sprzedawcy w hipermarkecie tym bardziej. Nagle jego oczą rzucił mu się napis „muzeum sztuki Van Gogha szuka wszechstronnej i energicznej osoby, wymagane studia historii sztuki”.
- Pierdzielić kasę, to van Gogh!


Przepraszamy,że tak długo nic się nie pojawiało. Trochę mieliśmy problemów,ale teraz jest ok, już wszystko będzie grać. Alice.
Tak nawiasem to założyliśmy fanpage : Hello, mr.Amsterdam zachęcam do lajkowania.

4 komentarze: