- Hola, mama… - Alice jedną ręką odebrała telefon, a drugą podała Ingrid patelnię, do której mocno przywarła jajecznica. Zapach spalenizny szybko rozprzestrzenił się po całej kuchni. Ingrid popatrzyła tylko z niesmakiem na ciemnożółtą papkę i ceremonialnym ruchem wyrzuciła ją do kosza. Kompletny brak wyczucia co do gotowania był tak zakorzeniony w Alice, że nawet zrobienie jajecznicy wymagało pomocy osób trzecich.
- Como hay ? – Alice mechanicznie przeszła do salonu i zaczęła nerwowo chodzić dookoła foteli. Nienawidziła mówić po hiszpańsku przy znajomych. Sama nie wiedziała, co jest złego w używaniu ojczystej mowy w rozmowie z matką, której bardzo zależało na ćwiczeniu ojczystego języka, i nawet fakt, że Alice nie miała obywatelstwa argentyńskiego, a w samej Argentynie była trzy razy, nie przemawiało na jej korzyść. Nie przyjmowała żadnych wymówek, ze swoją córką rozmawiała tylko po hiszpańsku. Ingrid zaczęła głośno zeskrobywać przypalone jajka z patelni, zerkając przy tym na stopień irytacji przyjaciółki. Alice usiadła na kanapie i, rzuciwszy dziewczynie zmęczone spojrzenie, zatopiła się w rozmyślaniach. Zbliżał się kolejny problem. Ingrid wytarła ręce ścierką i próbowała odczytać coś z twarzy Alice.
- Sí... Aceptar... Entiendo… Amsterdam es una ciudad hermosa.
Alice mechanicznie otwierała usta, jakby umiejętność mówienia była tak prosta dla jej organizmu, jak mruganie. Lekko wymusiła na matce koniec rozmowy.
– Mamita… estoy muy ocupado, pero ven! Estoy deseando! Te Amo. - Ingrid siedziała przy stole z głową opartą o dłonie. Wiedziała o co chodzi.
- Naprawdę chcesz, żeby tu przyjechała?
Alice odłożyła telefon i wyjęła papierosa z paczki na stole.
- Kiedyś musi. – westchnęła.
- Usmażę ci jajecznicę.
W tym momencie usłyszały jak otwierają się drzwi pokoju Alexa i ktoś drepcze w ich stronę. Do salonu wszedł wysoki i chudy, jak przecinek, chłopak, w samych tylko slipkach, sennie przecierając oczy. Popatrzył na dziewczyny i zastygł w bezruchu. Jedna siedziała na kanapie z papierosem w dłoni, druga stała na środku kuchni i patrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem. Cisza trwała może półtorej sekundy, ale wydawała się wiecznością. Chłopak rozciągnął jeden kącik ust i znikł w korytarzu.
- Ej, widziały mnie. – szepnął podniecony do leżącego na brzuchu Alexandra, który odwrócił do niego głowę.
-To coś złego, Gerard ? – uśmiechnął się i cmoknął w jego stronę – Muszą cię w końcu poznać i dowiedzieć się o naszym planie. – powiedział lekko zachrypniętym od spania głosem.
- Ubieraj się w takim razie! Drugi raz już tam nie wejdę sam! – Gerard uśmiechnął się szeroko i jednym ruchem ściągnął kołdrę z Alexa.
-Witaj,Alexander. – mruknęła jego współlokatorka
- Alice, słoneczko moje, jak się spało? - zapytał Alex, oparł się o framugę drzwi – zrób mi kawę, proszę ładnie.
- Raczej jak WAM się spało, co? – uśmiechnęła się delikatnie, podeszła do kredensu i zaczęła dosypywać granulową kawę do białego, dużego kubka z flagą Wielkiej Brytanii.
- Och nic nie słyszałaś, prawda?
- Nie, włączyłam od razu dubstepa, słuchałam go tak ze dwie lub trzy godziny nim skończyliście –dolała wrzątek do kubka
Alex usiadł przy dużym, masywnym, dębowym stole stojący na środku kuchnio-salono-jadalnio-palarni na białym krześle z ikei, wyciągnął papierosa i zapalił. Do pokoju weszła zaspana Ingrid w długiej, do kolan koszuli nocnej a na niej markowy, czarny kardigan z złotymi guzikami a za nią Gerard ubrany już w swoje ciuchy. Wszyscy siedzieli przy stole i palili swoje ‘śniadanie’. Rzadko kiedy Alex i Alec jedli śniadanie w Amsterdami, zazwyczaj starczały im dwa-trzy papierosy rano i kawa. Dopiero później siadali w jakieś kawiarni i pili doleją kawę z croissantem. Alex przerwał rozmowę toczącą się o wyższości domu mody McQueen nad Jackobsem toczącą się między Alice a Gerardem, Alice stała murem za nieżyjącym McQueen’em.
- Chyba zwalniam się z pracy.
- Co?! – powiedzieli jednocześnie Alice, Ingrid i Gerard.
- No zwalniam, napisałem już wymówienie.
Niecałą godzinę później Gerard wybiegł z ich mieszkania, spóźniony już do pracy, Ingrid i Alice poszły na zakupy w celu znalezienia jakieś sukienki którą Ingrid mogłaby założyć na wieczór autorski swojej przyjaciółki po powrocie do Sztokholmu a Alexander przeglądał jakąś beznadzieją książkę którą znalazł w wciąż nierozpakowanym pudle w koncie pokoju.
Była już trzynasta, Alexander stał przed Pubem. Wziął sobie wcześniej wolne, nie chciał oglądać parszywej gęby Kurta. Wziął głęboki oddech i popchał szklane drzwi dzielące ruchliwą ulicę Amsterdamu od tego cholernego pubu.
- Alexander! Nareszcie, wyzdrowiałeś? Tęskniłem za Tob.. To znaczy My tęskniliśmy za Tobą! – przywitał go na wejściu Kurt ubrany w zapewne drogi garnitur.
- Szkoda, że ja tak nie tęskniłem za Tobą jak ty za mną – tymi słowami stworzył niewidzialną barierę pomiędzy nim a Kurtem.
- Jeszcze się przekonasz jak za mną tęskniłeś – na jego twarzy pojawił się diabelski uśmiech.
- Jednak nie, odchodzę.
- Co?! Chyba sobie żartujesz, teraz? Teraz, kiedy będzie fala turystów? – Kurt zbladł, uśmiech zszedł mu z twarzy.
- Tak, to moja rezygnacja – wcisnął do jego ręki kartkę z wymówieniem którą nabazgrał wczoraj wieczorem.
- Ja jednak nie zniknę, zbyt mi się podobasz. Teraz po prostu będziemy widywali się rzadziej – powiedział Kurt, jednak Alex nie usłyszał tego bo wyszedł z Pubu.
Alexander czuł się wolny, jednak nie miały pracy. Te 500 euro które przesłała mu mama i babcia nie mogły na długo starczyć. Może wyżyłby za nie maksymalnie trzy, cztery tygodnie. A potem? Wyobraził sobie scenę; on i Alice siedzieli ubrani w stare, zniszczone, brudne i niemodne ciuchy w ich salono-kuchnio-jadalnio-palarni. Na kuchence gazowej leżał stary, brudny, emaliowany garnek a w nim gotowała się zupa. Składała się z sam nie wie czego i podobnie się nazywała. Alice wzięła z lodówki resztki jedzenia, pokroiła i wrzuciła, dziwnie bulgotała co sprawiało uczucie niepokoju i jeszcze większej nędzy. Siedzieli cicho, kiedy Alice powiedziała:
‘Alex nie mamy już papierosów…’
Ta okropna myśl szybko zniknęła kiedy Alexander kupił gazetę codzienną, przerzucił na stronę z ofertami pracy i zaczął podkreślać na ulicy, oparty o mur jakieś kamienicy oferty pracy które mogły go interesować. Co on mógł robić po historii sztuki i licznych kursach projektowania mody? Mógł malować, szyć ale nie zbijałby na tym kokosów – wcześniej też nie zbijał ale łączyć jego pensję i pensję Alice, sprawiało, że należeli do klasy średniej pozwalającej sobie raz na jakiś czas na odrobinę luksusu. Praca opiekuna kamienicy nie interesowała go, sprzedawcy w hipermarkecie tym bardziej. Nagle jego oczą rzucił mu się napis „muzeum sztuki Van Gogha szuka wszechstronnej i energicznej osoby, wymagane studia historii sztuki”.
- Pierdzielić kasę, to van Gogh!
Przepraszamy,że tak długo nic się nie pojawiało. Trochę mieliśmy problemów,ale teraz jest ok, już wszystko będzie grać. Alice.
Tak nawiasem to założyliśmy fanpage : Hello, mr.Amsterdam zachęcam do lajkowania.
Wróciliście do pisania :D
OdpowiedzUsuńZobaczy się na jak długo :P
Mamy już następne pół odcinka ! ;3
OdpowiedzUsuńAl.
czekamy!:)
OdpowiedzUsuńjuż dzisiaj powinien być!
OdpowiedzUsuń