wtorek, 14 lutego 2012

5. Mamy Cię !

Przez całe lata, noc w noc, Alexander wracał sam do swojego mieszkania w Londynie, potem w Liverpoolu, a teraz - w Amsterdamie. Mimo, że ludzie chcieli z nim przebywać, i teoretycznie nie mógł narzekać na brak towarzystwa, czuł się samotnie. Tej nocy pierwszy raz od bardzo dawna czuł ciepło w sercu, pomimo, że temperatura drastycznie spadła; było -15 stopni, śnieg otulił delikatną pierzynką chodniki i dachy miasta. Alexander zapisał w pamięci datę – szóstego grudnia wracał do domu z Gerardem.
Gerard trzymał Alexa za rękę. Tyle wystarczyło do zdobycia jego serca; nieśmiały, delikatny i nieco niezgrabny pocałunek przypieczętował tylko nieuniknione. Ich ruchy pełne były pożądania i namiętności, a jednocześnie tak niewinne jeszcze, świeże. Wydawało im się jakby pocałunek złożony na ustach partnera był tym pierwszym, chodź na pewno nie w wypadku Alexandra, który musiał przedrzeć się przez masę dupków, aby poczuć to, co czuł teraz.
- Gerard… To tutaj, moje mieszkanie – powiedział Alexander, wciąż trzymając go mocno za rękę, wpatrywał się w jego twarz, jakby podziwiał najwspanialsze dzieło sztuki.
- Już? - Gerard wydawał się być zmartwiony - Która właściwie jest? - spojrzał na zegarek, było jedenaście po drugiej. Nie mógł uwierzyć, że wieczór minął tak szybko.
- Dziękuje za dzisiaj… - szepnął Alex, muskając ustami delikatnie policzek partnera.
Odwrócił się i sięgnął do klamki masywnych, dwu i pół metrowych drzwi do klatki schodowej, gdy Gerard złapał do za ramię, odwrócił brutalnie do siebie, mocno objął i pocałował. Stali w tej pozie przez kolejne 15 minut. Wszystko inne straciło znaczenie przez ten moment.
- Mój numer, zadzwoń! – wydyszał Gerard, wciskając w pięść partnera karteczkę.
- Zadzwonię, nie masz o co się martwić – uśmiechnął się Alex, i uwolniwszy się z jego objęć, wszedł do klatki.


Alice otworzyła spuchnięte oczy. Światło poranka prześwitywało nachalnie przez zasłony. Spróbowała wstać, koszmarny ból głowy ćmił jej w oczach. Była jedynie w bieliźnie, tuż obok niej leżała Rachel. Alice mogła się jej przyjrzeć w pełnym świetle. Brązowe kosmyki włosów otulały delikatną, okrągłą twarz. Rozmazany makijaż uwydatniał wypukłe kości policzkowe. Alice spostrzegła, że księżniczka zmieniła się w kopciuszka. Brunetka była przeciętna, niczym właściwie się nie wyróżniała. Skrzywiła się lekko. Po co tyle wypiłam…?!
- Och, hej słodka – zamruczała Rachel zachrypniętym głosem, przewróciła się na bok i rozciągnęła swoje suche ciało. Okrągły brzuch wznosił się spomiędzy kości kulszowych miednicy, malinki wokół jej szyi napuchły, usta spierzchły.
- Emmm… cześć R-rachel – Alice wstała z łóżka i jednym ruchem nałożyła na siebie szlafrok.
- Och, rewelacyjnie, było świetnie! – Rachel rozrzuciła kończyny na całym łóżku.
- Cieszę się, że ci się podobało… - Alice nagle poczuła obrzydzenie do obcej dziewczyny. -Kawa! Na pewno marzysz teraz o kawie. – pośpiesznie wyszła z pokoju, nie czekając na reakcję.
Rozmyślając nad swoją głupotą robiła kawę. Dźwięk kubków agresywnie stawianych na blacie, ranił jej uczy. Kurrwa już nigdy więcej nie dotknę alkoholu, NIGDY! Zwiotczałe mięśnie nie potrafiły utrzymać sztywno czajnika z wodą, ból rozsadzał czaszkę. Związała splątane włosy gumką, spuściła jedynie parę kosmyków na czoło. Włączyła stare radio znajdujące się na białej komodzie, które przywieźli jeszcze z Liverpoolu– właśnie leciało „born to die”, podkręciła głośność. Do kuchni wesołym krokiem wszedł Alex w samych bokserkach.
- Siemanko…
- ALEXANDER WYJDŹ! – krzyknęła Alice, rzucając w niego łyżeczką do herbaty.
- Kurwa, o co ci cho… - spojrzał na swoje bokserki - poranny wzwód jeszcze mu nie minął.
Wyszedł zamaszystym krokiem z kuchni i wrócił, ubrany z czarne, wytarte rurki i biały t-shirt. Po drodze wziął łyżeczkę i postawił na blacie. Alice w tym czasie przeniosła się na balkon. Chyba wczoraj przesadziła, pomyślał, rzadko bywała wściekła. Powycierał rozlany wrzątek z blatu i wziął swoja kawę, podążając za przyjaciółką.
Alice oparła się o balustradę i patrzyła na Amsterdam. Alex postawił kubek na plastikowym stoliku i przyjrzał się dziewczynie.
- Pozbądź się jej stąd… proszę. – jej usta były zaciśnięte w cienką kreskę.
- Czyli nie muszę pytać, jak było – powiedział żartobliwie i poklepał ją delikatnie po ramieniu. Alice nawet nie drgnęła. – Dooobra, wyproszę ją.
Zniknął na chwilę w drzwiach balkonowych.
Nie minęły trzy minuty gdy z pokoju wyleciała rozwścieczona Rachel, ubrana skąpo w jeansy i pospiesznie narzuconą koszulę, nie do końca zapiętą. Za nią z niepewną miną wypadł Alex. Podbiegła do Alice i z całej siły uderzyła ją z prawego sierpowego.
- Czemu, dziwko, mi o nim nie powiedziałaś ?!
Wszystko na chwile stanęło. Al, mała, tylko spokojnie, pomyślał Alexander.
Alice złapała się tylko za policzek i, siłą woli stymulując głos na spokojny, zapytała:
- O kim…?
- O twoim mężu! - Dziewczyna zamachnęła się aby dać jej drugi raz, ale w końcu wybiegła z balkonu. Alice odwróciła się powrotem i oparła o balustradę. W ciszy słuchali z Alexem jak Rachel pospiesznie zbiera swoje rzeczy i klnie.
- Jeszcze ci pokażę! – usłyszeli przed trzaśnięciem drzwiami.
Dopiero wtedy się rozluźnili.
- Lesba. - szepnęła Alice, dotykając swojej wargi, z której zaczęła kapać krew. Odwróciła się do Alexa, który stał, oparty o barierkę i patrzył w niewiadomą przestrzeń. Nagle zrobiło jej się żal przyjaciela. Tyle dla niej robił, to nie jego wina, że wczoraj za dużo wypiła.
- Alex...
Chłopak milczał. Nie zapytała go nawet, jak z Gerardem.
- Alex.
W tym momencie z zachmurzonego nieba zaczął prószyć śnieg.
- Alice... wiesz że za dwa tygodnie święta?
***
Trzy dni później Alice z niecierpliwością czekała na Ingrid, która zaraz po usłyszeniu historii o Rachel, Pani Smith, Kurcie i Gabrieli postanowiła poratować ich duchowo. Dworzec był prawie pusty, niebo pogodne. Alice z przyjemnością wspominała początki znajomości, trwającej od szkoły średniej.
Ingrid siedziała za Alice, sama w ławce, i, jak zwykle, rysowała. Nikt wtedy nie przypuszczał, że będzie z tego żyć. Alice odwróciła się w stronę nieznajomej i spojrzała na zeszyt; Ingrid rysowała wisielca na drzewie.
- Em… jesteś emo ? – zmierzyła ją wzrokiem. Miała długie brązowe włosy, biały sweter w czarne paski oraz glany. Spojrzała na Alice spode łba.
-Jeszcze nie. Ale kiedyś będę. Jak mama pozwoli mi ściąć grzywkę! - odpowiedziała bardzo poważnym tonem. Alice parsknęła śmiechem.
-A słuchasz My Chemical Romance?
- Nie. – Ingrid wzruszyła ramionami.
- To nie jesteś emo. – Alice zaśmiała się drugi raz.
Od tego czasu Alice ciągle się odwracała do Ingrid i jak to określiła, nawijała bez przerwy od dzwonka do dzwonka, co było niezwykle irytujące. Szwedka nieraz próbowała pozbyć się Al, która przyczepiła się do niej, jak rzep. Melancholijna, spokojna, nieszczęśliwa i samotna stanowiła kontrast do żywiołowej i wesołej Alice. Gdy usiadły razem, wtedy dopiero Ingrid poznała, co to znaczy „gadać bez przerwy”. Al była niezmordowana. Zawsze miała coś do opowiedzenia, zawsze było coś lepszego do roboty, niż lekcje. W końcu Ingrid zaczęła jej słuchać. I tak Alice wciągnęła ją do swojego świata i, tak naprawdę obudziła w niej wszystkie dobre emocje. Pokazała jej muzykę od najlepszej strony. Często zapraszała do siebie, gdzie uczyła ją grać na gitarze, palić czy kręcić krótkometrażówki. Za to Ingrid tłumaczyła Alice, jak rysować. Nie spostrzegła nawet, jak ruchliwa i irytująca nieznajoma stała się najdroższym istnieniem w jej życiu.
Alice pokochała Ingrid jak siostrę. Kiedy kończyły szkołę średnią, przepłakała dobre parę nocy, gdy Ingrid powiedziała jej, że wyjeżdża do swojej ojczystej Szwecji na studia artystyczne. Od tego zaczęła się jej kariera. W błyskawicznym tempie podbiła komiksowy rynek swoimi mangami. Jej najbardziej znany komiks: „The Lightyear”, sprzedał się w ponad czteromilionowym nakładzie. Jest jedną z niewielu artystek, które w tak młodym wieku osiągnęła tak znaczne sukcesy. Alice była dumna z przyjaciółki. W końcu to dzięki niej uwierzyła w siebie i trzymała się mocno życia.

- No pięknie! Schudłaś od września. - przywitała ją Ingrid, mocno przytulając.
- A gdzie Jens?! – Alice wtuliła się we włosy przyjaciółki. Jens był partnerem Ingrid, również rysownik. Alice strasznie lubiła go za poczucie humoru i optymizm, którym zarażał.
- Ach, musiał wyjechać do Calgary, do Dorothy. – Ingrid wręczyła Al swoją walizkę, a sama poszła przodem. - Gdzie twoje auto?
Alice zakaszlała. Ingrid nauczyła się, że zawsze są jakieś pieniądze. Cóż, z takimi zarobkami…
- Zapłacisz za taksówkę ? – Al spróbowała podnieść torbę, ale ugięła się pod jej ciężarem. - Jasne!
Jechały taksówką przez ośnieżone ulice Amsterdamu. Alice próbowała skupić się na egzystencjonalnych myślach, lecz Ingrid nie pozwalała jej na to nawet na chwilę, komentując bez przerwy piękno miasta.
- Takie totalnie w Twoim stylu ! – zaśmiała się, wyciągając aparat z torby, aby zrobić portret przyjaciółki. Alice spojrzała w ekran aparatu, a następnie z dezaprobatą na Ingrid. Zbyt długa nieobecność przyjaciółki w jej życiu i już można było wyczuć zmianę. Obie trochę się zmieniły i nabrały paru nowych, nieznanych sobie nawzajem, nawyków.
- Hm… wyrobiłaś się, twoje zdjęcia są… lepsze. – powiedziała Alice oglądając klipy na karcie lustrzanki Ingrid.


- Co to?! Żarty?! – krzyknęła Ingrid wchodząc do ich mieszkania. – Myślałam, że to będzie większe, gdzie ja mam spać ?! – Rzuciła swoją torbę na fotel i wyrwała Alice walizkę z ręki, którą ta ledwo wytargała na czwarte piętro. Udając rozczarowanie i pogardę zaczęła miotać się po pokoju. Jak zwykle, bezczelna i szczera, pomyślała ckliwie Al. W tym momencie do salonu wszedł Alex. Ingrid rzuciła się w jego stronę.
- O! Proszę, proszę, stara dupa! – zmierzył ją wzrokiem i podszedł przytulić. – Tęskniłem.

11 komentarzy:

  1. czuję niedosyt. zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaramy się poprawić!
    Alex.

    p.s jeżeli możecie, wrzucajcie adres naszego bloga na swoje tablice, rozsyłajcie znajomym! z góry dziękujemy

    OdpowiedzUsuń
  3. Już to widzę jak się poprawicie... -.-

    OdpowiedzUsuń
  4. @anonimowy nie martw się, mamy ferie i duuuuuużo wolnego czasu pomiędzy odpoczynkiem a chodzeniem z Al na piwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrów Al. Chce natychmiast coś nowego ! -.-

    OdpowiedzUsuń
  6. Eww... WOLNO PISZECIE. Stanowczo za wolno. Człowiek poznaje coraz to nowych i nowych bohaterów, a żadnego rozwinięcia dalszej akcji z nimi. Najpierw Kurt, po chwili Gerard - i to tylko odnośnie jednego bohatera. Za chwilę ktoś kolejny pojawi się na scenie tworząc zamieszanie. WIĘCEJ PISAĆ! Jedynie rozwiązanie tego problemu

    OdpowiedzUsuń
  7. WIĘCEJ PISAĆ![2] bo czekajac na kolejne odcinki po prostu o Was zapominam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Echh.. kolejny martwy blog.
    Ogólnie mnóstwo po sieci widać takich smutnych przykładów tego jak ludzie szybko się nudzą

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nudzimyy się! Ja mam mnóstwo roboty ,a Alex...siedzi i pali. Odcinek już czeka na przepisanie! AL.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tymczasem zapraszamy na naszego fb https://www.facebook.com/HellomrAmsterdam
    :3

    OdpowiedzUsuń