środa, 11 stycznia 2012

3. Masz szczęście, młoda.

Była godzina 16.14, pub powoli wypełniali zmęczeni turyści. Alexander nie spodziewał się, że nawet w listopadzie jest ich tyle. Przeklinał za ich brak znajomości angielskiego czy francuskiego, większość była przekonana, że porozumie się swoim ojczystym językiem – no tak, każdy barman powinien znać wszystkie dialekty włoskie, niemiecki, rosyjskie, chiński no i oczywiście polski. Chociaż ten ostatni znał w pewnym stopniu, rozumiał około co setne słowo,ale zawsze to coś. Tyle tylko zapamiętał z jego wyjazdów do rodziny, która mieszkała w Krakowie. „Może by tak pojechać do ciotki i wuja” pomyślał, wtedy właśnie do baru lekko podpitym krokiem przyszła niska i przysadzista Niemka.
- Barmaaaaan! – zawołała jakaś gruba turystka w czerwono-czarnej koszuli w kwiaty, zdecydowanie nie umiała posługiwać się angielskim – shybko no!
- Co mogę dla pani zrobić? – zapytał Alexander, poprawiwszy swoją podartą fryzurę.
- Poprosić wódka z cola– z małej portmonetki wysypała kilka monet euro.
- 4 Euro się należy… – podał drinka i zabrał z blatu dwie monety.
- Rozboje w biały dzień, okropne!
Do godziny 20 przez bar przemknęło jeszcze parę „kwiatuszków”. Najciekawszym dla Alexandra jednak okazała się pijana kobieta, która próbowała go uwieść. Po drugim piwie zaniemogła i wylądowała w toalecie.
Kiedy przyszła druga barmanka-Katja, Alexander mógł w końcu wyjść. Marzył teraz o ciepłej herbacie wypitej na małym balkonie i ich małym „Burdelu” – Alice parę razy nazwała pieszczotliwie ich mieszkanie, trzeba przyznać, że nie myliła się za dużo. Do skórzanej torby wrzucił rzeczy, które leżały w jego szafeczce, ręcznik, notes, portfel i nową książkę Stiega Larssona którą kupił dzisiaj rano.
- Alexander! – zawołał Kurt który właśnie wszedł do szatni.
- Cześć Kurt, przepraszam,ale teraz się śpieszę. – Alexander zarzucił torbę na ramię, zamknął szafkę i już chciał ominąć Kurta ale ten zablokował go.
- Alex…poczekaj chwilkę, pięć minut cię chyba nie zbawi, co? – uśmiechnął się lekko i dotknął delikatnie jego włosów.
Alexander się zmieszał, przeszedł przez niego dreszcz. Ogarnęła go panika i strach. Odsunął się dwa kroki w tył. Kurt wtedy podszedł do metalowych drzwi dzielących bar od szatni i je zamknął.
- Kurwa, Kurt co Ty robisz?! – wrzasnął Alexander.
- Ja? Nic, bardzo mi się podobasz, wiesz? – rozpiął guziki u mankietów koszuli.
- Kurt spierdalaj, jesteś za stary!
- Alexandrze przesadzasz, zdecydowanie – podszedł do niego i delikatnie musnął opuszkami palców jego policzek.

- Kurwa Kurt ile razy mam Ci powtarzać, że NIE CHCE?! – Kurt stawał się jednak coraz bardziej napalony, jego pociąg do Alexandra stawał się niewyobrażalny.
- Alexandrze wydaje mi się, że jednak lepiej będzie dla Ciebie jeżeli się rozluźnisz i dasz mi to czego chce – jego ręka wślizgnęła się pod podkoszulek Alexandra.
Alexander usiadł na blado różowej sofie która stała w koncie małego pokoju, spojrzał znacząco w stronę Kurta. Na twarzy jego przełożonego zagościł uśmiech, miał to czego pragnął.
Kurt pocałował namiętnie Alexandra, ich języki wzajemnie się przeplatały. Jego ręka dość sprawnie odpięła guziki u spodni Alexa, lekko je ściągnął. Zaczął namiętnie obściskiwać penisa swojego podwładnego, przerwał pocałunki i swoją głowę skierował ku jego kroczowi. Opuścił do kolan jego czarne slipki tak, że ujrzał to czego pragnął. Był duży, gruby czyli takie jakie lubił. Delikatnie zaczął pieścić go swoim językiem, zaczął od jąder. Delikatnie ssał, co chwile spoglądał na twarz Alexandra, cieszyła go roskosz jaką mu sprawiał. Nagle przerwał, spojrzał na niego ponownie. Na twarzy Alexandra pojawił się delikatny rumieniec. Wziął penisa do ust i zaczął mocno go obejmować swoim językiem i ssać. Alexander co chwile mocno wzdychał, zacisnął palce u stóp i rąk. Czuł, że zaraz dojdzie. Dwie minuty później do ust Kurta wytrysnęła sperma Alexandra.
- I jak? – przełknął jego spermę i delikatnie go pocałował.
- Było dobrze…
- Wypnij się jeśli łaska! – Kurt wstał, ściągnął swoje spodnie.
Alexander podniósł się z sofy i oparł się o ścianę, ściągnął po drodze koszule, spodnie i majtki. Kurt również stał nago, a na prąciu włożona była już prezerwatywa. Powoli wszedł w niego, Alexander mocno wzdychał. Jedną ręką Kurt ściskał jego nabrzmiałego penisa, poruszając tak ręką aby doprowadzić go ponownie do wytrysku.
Piętnaście minut później skończyli, ubrali się. Alexander wciąż nie mógł uwierzyć, że zrobił to ze swoim przełożonym. Kurt jednak był wniebowzięty tym doświadczeniem.
- Mam nadzieje, że kiedyś to jeszcze powtórzymy i nie będę musiał cię do tego aż tak namawiać – dopiął ostatni guzik koszuli, wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył metalowe drzwi.
- Ja mam nadzieje, że się nie powtórzy jednak… - wyszeptał Alexander.
* * *
Alice stała u progu drzwi wielkiej kamienicy umiejscowionej w ścisłym centrum. Jak się okazało ową kamienicę zamieszkiwała tylko jej przyszła pracodawczyni-stara Angielka, której mąż był holenderskim oficerem.. Podeszła bliżej i zadzwoniła, parę sekund później drzwi się otworzyły.
- D-dzień dobry, nazywam się Alice Dirt-Reyes… – wyciągnęła rękę w kierunku starszej kobiety na wózku.
- Nie znasz zasad savoir vivre? To ja powinnam wyciągnąć rękę, wchodź. – przesunęła się lekko tak, aby zrobić przejście dla Alice.
Dom był olbrzymi, podłoga była wyłożona dębowymi panelami, ściany wytapetowane w wzorek który doskonale znała, małe zielono-purpurowe kwiatki. Pokoje udekorowane w zabytkowe meble które musiały kosztował fortunę. Na cztery piętra wiodły dębowe schody ,które były zaopatrzone w czarny dywan aby zapobiec poślizgnięciu, w kuchni była winda.
- Masz się zjawiać od poniedziałku do piątku między dziesiątą a osiemnastą, w weekendy przyjeżdża moja rodzina i oni się wtedy mną opiekują. Za godzinę płacę Ci 5 euro, nie wolno Ci wyciągać jedzenia z lodówki, zabierać czegokolwiek z domu – wykaszlała, przesły do dużego salonu.
- Ależ oczywiście, podpisałam już umowę z pani adwokatem w której to wszystko było zamieszczone – powiedziała na jednym wdechu Alice, była strasznie spięta i przestraszona.
- Więcej szacunku młoda panno, skąd jesteś? –obróciła się na wózku w jej stronę.
- Z Anglii, z Liverpoolu – stanęła prosto, wzrokiem błądziła po pokoju aby uniknąć spojrzenia w oczy starszej kobiety.
- Och mam tam rodzinę, moja kuzynka jest hrabiną! – powiedziała, obróciwszy się znowu plecami do Alice – Musisz mi zmienić pampersa, Alice.
***
Gabriela siedziała w kącie salonu, próbując ogarnąć wzrokiem i myślami, co się właściwie wczoraj stało. Porozrzucane po podłodze butelki, stos śmieci, pety, stół z resztką kokainy, zarzygana kanapa… Tak, wczoraj tu było naprawdę gorąco. Wszyscy jednak opuścili apartament, zanim gospodarz doprowadził się do stanu używalności żeby przypadkiem nie nawinąć się na sprzątanie. Nikt z jej "przyjaciół" nawet o tym nie pomyślał. Skulona, zrozpaczona modelka siedziała, myśląc, jak bardzo nienawidzi ich i Amsterdamu.
Chciała wstać, ale zrezygnowała, kończąc cały czas na tej samej pozycji. Gdzie jest telefon? Złoty iphone był, na szczęście, w zasięgu nogi. Jim, Jim, Jim, Jim, muszę zadzwonić do Jima.. Drżącymi dłońmi wybrała numer. Wpadała w lekką histerię, a roztrzęsione palce nie trafiały w przyciski. W końcu usłyszała sygnał.
- Heeej, słońce, gdzie jesteś? – usłyszała głos swojego menagera. Najwyraźniej był w wyśmienitym humorze. Z jakiegoś powodu nie chciało jej się zastanawiać, dlaczego.
- Jimmy? Przyjedź tu. Natychmiast.
- Gdzie? – ciamkał gumą do żucia. Wiedział, jak Gabi tego nie znosi.
- A jak myślisz?! – krzyknęła, rzucając telefonem.
Nie minęło piętnaście minut gdy Jimmy stanął w drzwiach jej apartamentu. Miał zapasowe klucze.
- Jezus Maria…! – widok odebrał mu dech w piersiach. Szukał jej chwilę wzrokiem. Przytulona do ściany, na klęczkach, w rogu pokoju. Chude ciało wykręcone w nienaturalny sposób, wstrząsane konwulsjami płaczu. Podbiegł i wziął Gabi na ręce. Była jak lalka, nie stawiała żadnego oporu. Jej ciało było tak lekkie, ze mógłby nim bez trudu rzucać. Dziewczyna wtuliła się w jego ramię. Czuła jak unosi ją z tego bałaganu, od spraw, które ją męczą, od problemów, od jej dotychczasowego życia.
- Cicho... nie płacz. – przytulił ją mocniej.
- Ale... Ale... popatrz na mnie...! - łzy lały się teraz strumieniami, Gabi zaniosła się głośnym płaczem. Nie chciała, żeby Jimmy oglądał ją w takim stanie. Była modelką, musiała być perfekcyjna, była stworzona do odbierania mężczyznom tchu w piersiach. Czuła się obnażona i poniżona. Jimmy czule się uśmiechnął i pocałował ją w czoło.
- A wiesz co jutro jest? – ani krzty wyczucia. Zawsze na pierwszym miejscu były pieniądze. - Jutro idziesz na wybieg, wiec szybko po prysznic, mała.
Iskra ciepła i bezpieczeństwa zgasła. Skurwysyn. Gdy dotknęła stopami zimnej podłogi natychmiast udała się w stronę łazienki. Jim gwałtownie złapał ją za rękę.
- Jeszcze nie skończyłem.
- Tak? – siorbnęła.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - skłamała.
Jego twarz wykrzywiła się w lubieżnym uśmiechu. Puścił jej dłoń. Tak naprawdę nic do niego nie czuła, spanie z tym gnojem było czystym interesem. Każda kobieta sukcesu musi przez to przejść. Musiała mieć jakiegoś frajera, który jest ważny w środowisku, i który podziała jak wyrzutnia dla jej kariery. Dla Gabrieli taką osobą był właśnie Jimmy. Prawdopodobnie domyślał się kim jest tak naprawdę, ale mimo to odstawiał szopkę z „kocham cie, Gabi” nie tylko dla opinii publicznej. Trzeba jednak przyznać, że dbał o nią jak należy. W dodatku idealnie do siebie pasowali, a dla modelki nie liczyło się nic więcej. Business is business.

Gabriela weszła pospiesznie do łazienki i specjalnie nie zamknęła drzwi. Zaczęła się rozbierać, starannie unikając kontaktu wzrokowego z samą sobą w lustrze. Gdy weszła do kabiny i puściła gorącą wodę, zobaczyła, że drzwi się otwierają. Niewyraźny kształt podszedł i uchylił lekko drzwi:
- Mogę się dołączyć? – oczy błyszczały mu jak świeżo wypolerowane srebrne sztućce.
Kiwnęła głową.
Jakby mu zależało w ogóle na jej pozwoleniu. Nie obchodziło go, ze przed chwilą płakała z bezsilności i zmęczenia, i że chciała się zrelaksować pod prysznicem. Zawsze będzie stawiał siebie przed innymi ludźmi. Ale przecież była świadoma, co się będzie działo, jeżeli po niego zadzwoni. Uświadomiła sobie, że pomimo tego, iż ten facet był skurwysynem, maniakiem, gnojem, a każde spotkanie z nim napawało ją obrzydzeniem do siebie, to w sytuacjach kryzysowych myślała właśnie o nim. U niego szukała pomocy. To przywiązanie napawało ją przerażeniem, a to z kolei napędzało jej nałóg. Kokaina, kwas, morfina, środki halucynogenne… Narkotyki były nieodłączną częścią jej życia.

Jim wszedł nagi do kabiny. Dobrze zbudowany ale nie mięśniak, wysoki ale nie wielki, ciemna karnacja ale nie mulat… Włosy ciemno brązowe, zawsze idealnie przycięte, żadnych kosmyków w bok, tylko trochę dłuższa grzywka ale nie zasłaniająca oczu, wyregulowane brwi ale wyglądające na naturalne, prosty nos, duże oczy, dołek z brodzie, lekkie dołeczki w policzkach, dwudniowy zarost jakimś sposobem ZAWSE wyglądający na dwudniowy; duże kształtne dłonie, długie palce. Do tego inteligentny, korzystający bez przerwy ze swojej zdolności retoryki i uwodzenia kobiet. Słowem, facet idealny.
Właśnie taki facet stanął nago przed Gabrielą a jej zrobiło się żal siebie. Łzy znów cisnęły jej się do oczu ale opanowała się. No, suko, zabieraj się do pracy. Trzeba popracować nad swoja karierą.
Jedną z zalet Jima, którą Gabi uznawała, był fakt, że umiał doskonale postępować z kobietami. Takim można się tylko urodzić, nie da się tego nauczyć. Ma dryg i już. Wszystko inne w tym człowieku było dla niej odrażające, od ciemnego charakteru po skarpetki. Skurwysyn. Skurwysyn.
Jim podszedł do niej od tyłu i zaplatając ręce wokół jej bioder przyciągnął mocno do siebie. Ich mokre i gorące ciała złączyły się ze sobą. Całował ją delikatnie po szyi. Dłonią powoli schodził w dół, do łechtaczki. Cicho jęknęła. Przyspieszał, lecz ona odwróciła się aby go pocałować. Skończy to szybciej. Wepchnęła mu język do ust a potem zaczęła całować po szyi, klatce piersiowej, brzuchu. Jimmy zamknął oczy, upajając się chwilą. Ciało przyjemnie mrowiło, gdy dotykała go szorstkim językiem. Gdy zeszła do podbrzusza z jękiem oparł się o ścianę kabiny. Głośno oddychając czuł jak jego członek dotyka jej ruchliwego języka. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy, czując w całym ciele monotonny ruch.
Nagle usłyszał swój dzwonek. Podniecenie opadło niemal natychmiast, odepchnął głowę Gabrieli i wypadł z kabiny.
- Kurwa! To pewnie Karl Lagerfeld! – przetrzepywał swoje spodnie leżące na podłodze, a potem wyszedł z łazienki całkiem nagi, robiąc na podłodze mokre plamy.
Gabriela stała pod gorącą wodą, dopóki jej stopy nie zrobiły się całkiem czerwone i nie zaczęły piec.
Gdy wyszła z łazienki niczym nie okryta, Jim siedział na fotelu i rozmawiał. Jej nagie, chude ciało działało na niego jak najlepszy afrodyzjak. Zaniemówił, denerwując swojego rozmówcę. Odeszła szybko do pokoju.
Zamknęła drzwi, żeby menager jej nie zaskoczył. Łzy napłynęły jej do oczu. Już nie mogę. Nie wytrzymam… Podeszła do lustra. Chude jak badyl ciało, fioletowo-czerwone od gorącej wody, resztki makijażu w kącikach oczu. Zakryła twarz rękoma. Jesteś kurwą. Zwykłą, jebaną kurwą! Narkomanką! Alkoholiczką! Osunęła się na podłogę i zaczęła płakać. Czuła jeszcze na swoim ciele jego dłonie. Brzydzę się sobą, pomyślała. Całe napięcie wyszło z niej razem ze łzami.
- Zjedz coś! - krzyknął Jimmy z salonu. Słyszała, jak nalewa sobie koniaku z jej barku. Nienawidzę jego i siebie.
- Nie jestem głodna.- powiedziała twardo, zbierając się z podłogi. Ale dla Jimmiego „zjedz coś” oznaczało mniej więcej: „jestem głodny, musimy iść coś zjeść”, poznała to po tonie jego wypowiedzi.
Otarła łzy i ubrała się. Dzień pracy jeszcze nie minął. Czeka cię jeszcze lunch z twoim menagerem, szmato.
Następnego dnia Gabi musiała być idealna. Obudziła się o 13, zjadła ćwiartkę grejpfruta i zrobiła parę rozciągających ćwiczeń. Głowa straszliwie ją bolała, przysięgła sobie, że ostatni raz zrobiła imprezę dzień przez pokazem. Posprzątała jako tako syf w salonie, i gdy ogarnęła swój wygląd musiała pędzić na taksówkę.
Przyjechała punktualnie, jak zawsze, weszła do garderoby, nie witając się prawie z nikim. Parszywy humor został zniwelowany, na czas pokazu, profesjonalizmem. Dzisiaj stawiała siebie z góry na przegranej pozycji, chociaż przygotowania do tego pokazu trwały od miesiąca. Nie mogła uwierzyć, że swoje wysiłki zniwelowała jednym wieczorem na dodatek impreza odbiła się trochę na jej wyglądzie, co znacznie polepszyło humory innym modelkom. Na wybieg wyszła jednak jak zawsze z ekspresją, pewnie stawiając stopy w dziesięciocentymetrowych szpilkach. Kierowała głowę w stronę fleszy aparatów.Ku jej zdziwieniu została, po raz kolejny, najbardziej doceniona. W przebieralni wszyscy jej gratulowali, przyjmowała to z miłym zaskoczeniem, obserwując w oczach swoich koleżanek świetliki zazdrości. Pierwszeństwo przyznała jej nawet sama Vercase.

Jak zwykle po pokazie odbył się bankiet, gdzie modelki mogły być już w swoich normalnych ubraniach. Snuła się pomiędzy gośćmi, wychylając jeden po drugim kieliszki szampana i odbierając gratulacje. Mnóstwo zachłannych spojrzeń mężczyzn, zazdrosnych spojrzeń kobiet, mierzenia wzrokiem, ocenianie, szepty, plotki płynęły na takich bankietach strumieniami. Gabriela poczuła silną chęć na kokainę. Spostrzegła Jimmiego brylującego w towarzystwie i zrobiło jej się niedobrze. Cóż, w końcu to jego praca – reklamować wszędzie jej osobę, ale ostatnie czego teraz potrzebowała to jego spocone dłonie szukające wcięcia w jej sukni. Skręciła szybko w bok, żeby jej nie spostrzegł i wymknęła się na zaplecze, gdzie stały zapasowe nakrycia. W półmroku odetchnęła z ulgą.
Potrzebowała kokainy. Teraz przychodziła jej na myśl tylko jedna droga zdobycia jej. Wybrała numer z prawdopodobnie fałszywym numerem swojego dostawcy.
- Potrzebuje trochę towaru - szepnęła, kiedy odebrał.
- Na kiedy? - miał bardzo niski głos.
- Na teraz.
Chwila ciszy.
- Gdzie jesteś?
Dziewczyna wytłumaczyła mu. Oczywiście nie wspomniała, że jest na bankiecie po pokazie, bo byłoby to utrudnione. Przynajmniej nie miała tu wstępu prasa.
- Jeżeli się nie pojawię do 5 minut, możesz znikać.
- Nie będę jeździł na darmo.
- Proszę. Kupię dwie duże działki. Mam pieniądze.
Dostawca się rozłączył. Schowała telefon do torebki i wyszła jak gdyby nigdy nic z zaplecza. Przemykała pomiędzy gośćmi, starannie unikając kontaktów wzrokowych. Wyszła tylnymi drzwiami, do kuchni a z kuchni do zaułka, na umówione miejsce. Noc była bezchmurna, wiał ciepły wiatr, ale i tak Gabi trzęsła się z zimna. W jej ciele nie było nawet grama zapasowej tkanki tłuszczowej. Po 5 minutach niepewnie podszedł do niej murzyn. Kiwnęła na niego głową. Pewnie sprawdził, co to za miejsce. Wiedział już, że w tym wielkim budynku odbywa się właśnie bankiet po pokazie mody. Był dostawcą Van Dera, który dostarczał narkotyki ludziom z wyższych sfer i dbał maksymalnie o bezpieczeństwo.
- Jesteś po pokazie?
W ciemności błyskały mu białka oczu nerwowo latające dookoła. Był zdenerwowany.
- Tak. Ale spokojnie. Nikt nie powinien mnie szukać.
- Tego już, kurwo, mi nie powiedziałaś. Jak szef będzie mieć przez ciebie jakikolwiek problem, to zapłacisz za to. Na razie zapłać za towar.
Wyciągnęła zwitki pieniędzy.
- Nie tak. – zmierzył ją lubieżnym spojrzeniem.
- Jak…? – oblizał wargi.
Dobrze wiedziała o co chodzi, ale zapaliła się w niej iskra nadziei i naiwności.
- O dziesiątej, na rogu, tam gdzie zwykle. On ci da towar.
Modelka kiwnęła głową. Niech to szlag.
Wbiegła powrotem na bankiet i odszukała swojego menagera.
- Idę do domu.
Jim spojrzał na zegarek.
- Rozumiem, musisz być zmęczona. Idź.
Odetchnęła z ulgą. Jim przybliżył się do jej twarzy i położył rękę na biodrze. – Pięknie dziś wyglądałaś, gratuluję.

Taksówka zawiozła ją pod sam dom. Weszła tylko na chwilę, przebrać się w normalne ciuchy, później na nogach poszła w stronę dworca. Nie znosiła zachcianek Van Dera. Nigdy nie było widomo, czy będzie trzeba płacić „cieleśnie” czy wystarczy forsa. Takie początkujące modelki jak ona nie miały zazwyczaj nic do gadania, diler mógł je spokojnie wykorzystywać.
Czarne BMW przyjechało punktualnie, Gabriela wsiadła do niego bez mrugnięcia okiem. Miała nadzieję, że tym razem załatwią to w samochodzie. Van Der nie odezwał się ani razu, siedzieli obko siebie na tylnym siedzeniu, aż podjechali pod jego mieszkanie. No, tu to jeszcze nie byłam. Mam złe przeczucia. Na chwilę zapomniała o głodzie. Pociły jej się ręce. Bała się. Diler był raczej przyjaźnie nastawiony do klientek, zawsze o coś zagadywał; był po prostu dobrze wychowany. Nigdy nie oszukał żadnej swojej klientki, a przynajmniej nikt o tym nie słyszał, zawsze wymagał od nich tylko czystego seksu. Żadnych „zabaw” czy chorych gierek. Dziś musiał być w kiepskim nastroju. Kurwa, że też zachciało mi się koki od niego, jakbym nie mogła zadzwonić po jakiegoś miejscowego handlarza, trzęsącego się ze strachu gdy kupowała towar.
Mieszkanie nie było raczej w stylu Van Dera i prezentowało sobą niższą klasę. W porównaniu do niektórych jego apartamentów to miejsce mogło być śmiało nazwane norą. Weszli do sypialni. Niepewnie usiadła na łóżku. Teraz wiedziała na pewno, że popełniła błąd, ale było o wiele za późno, żeby się wycofać.
Mogła przyjrzeć się Van Derowi. Niewysoki murzyn, przy kości, urany w czarny garnitur. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Gabriela czułaby się o wiele lepiej, gdyby cokolwiek powiedział. Zazwyczaj żartował, częstował czymś do picia, podobno nieraz wciągał z klientami towar. Coś musiało go bardzo zdenerwować. Modelka tarała się stopić z materacem, zapaść w łóżko.
Diler wyciągnął z szafki dwie duże paczki. Umówiony towar. Popatrzył na jej skuloną postać i po raz pierwszy na jego twarzy pojawił się cień emocji.
- Chcesz teraz trochę?
Gabriela niepewnie kiwnęła głową. Jak się porządnie naćpa będzie ją mniej obchodziło, co ten czarnuch z nią robi.
Podeszła i wysypała pół torebki na stół. Van Der przysunął jej kalendarz kieszonkowy leżący na stoliku i rzucił rurkę. Zazwyczaj wychodził, żeby się rozebrać, pozwalając klientowi załatwić swoje w spokoju, lecz tym razem walnął się nałóżko i zaczął tam ściągać z siebie ubranie.
Przy słabiutkim oświetleniu, mającym źródło w lampie stojącej w przedpokoju, Gabriela uformowała kalendarzykiem dwie mniej więcej równej długości kreski, i wciągnęła do każdej dziurki jedną kreskę. Odchyliła głowę do tyłu i czekała na odrzut. O takk… Przestawała odczuwać dotychczasowe zmęczenie. Van Der warknął niecierpliwie. Gabi zachęcona swoją zwyczajną dawką wysypała na stół pozostałą część torebki i powtórzyła czynności. Uderzenie było nagłe i niesamowite. Przez chwilę nie mogła wstać.
- Ty cholerna ćpunko…
Van Der wciągnął ją na łóżko za włosy i zdarł ubranie. Pomimo wziętej dawki pamięta silny, długotrwały ból i jego krzyki.
Nie wiedziała, ile czasu minęło, ale ocknęła się okryta kołdrą. Van Der był ubrany i siedział obok.
- Przesadziłaś, kurwa.
Uniosła się na pościeli. Wszystko ją bolało, serce waliło niesamowicie szybko. Suszyło ją w gardle, całe ciało mrowiło. Diler podał jej szklankę wody. Wypiła zachłannie. Myśli wracały w chaotycznym tempie.
- Mogłaś mieć zapaść. – powiedział. Obleciał ją strach. Przez nią mógł mieć kłopot. Ale gdy przyjrzała się jego twarzy spostrzegła lekki uśmiech.
- Wstawaj i wynocha. Już prawie świta. Jeszcze raz odwalisz taki numer i zobaczysz co się będzie działo.
Van Der wstał i wyszedł. Usłyszała trzask zamykanych drzwi. Musiała się szybko zmywać, pewnie taksówka już na nią czekała. Ubrała się i podeszła do stolika żeby spakować towar. Obok pustego woreczka i jeszcze jednej działki, która jej przysługiwała leżała jeszcze jedna cała duża paczka. Gabriela zastanowiła się chwilę, a potem, nie w pełni świadoma tego, co robi wciągnęła dwie kreski narkotyku.


- Hej, słyszysz mnie? Halo, jesteś w stanie iść?
Czyjś głos, niewyraźne cienie, zimo i twardo. Czyjeś ręce podniosły ją z ziemi i próbowały utrzymać w pionie. Chyba szła. Co chwila film jej się urywał, jakiś damski głos cały czas coś mówił. Dźwięki raniły jej uszy, światło natrętnie wdzierało się przez powieki.

Alice ułożyła dziewczynę na kanapie. Była lekka jak piórko. Znalazła ją na ulicy, zupełnie nie kontaktowała. Ludzie patrzyli na nią z odrazą i przerażeniem. Cokolwiek się stało, mogła umrzeć. Naprawdę mocno przesadziła.
Usiadła na balkonie z laptopem i zaczęła pisać list do Ingrid. Wieczór zapowiadał się piękny.

4 komentarze:

  1. krocze nie kroczowi. to tak just sayin :) nowy bohater ojaojaa Zawsze chciałam byc modelką ale musiałabym schudnąc jakies dwa kilo i urosnac jakies 6 cm a mi sie nie chce, poza tym z mordą jak po spotkaniu z cegłówką to no ...
    czekam co dalej, szczegolnie z Alexem. Al sobie niezłą pracę znalazła, na pewno będzie miło xD

    czekam czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  2. i co, koniec? czekamyyy

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś powinien pojawić się kolejny odcinek

    OdpowiedzUsuń